
marzec miesiącem zagryzania zębów i zaciskania pięści; miesiącem dostawania ostro po dupie za własną naiwność; tracenia kasy i zaufania do ludzi; połykania łez i tabletek na uspokojenie; wielokrotnego wybierania numeru “telefonu do przyjaciela” i w ostatniej chwili kasowania połączenia, bo przecież każdy ma własne problemy.

nie wiem, co robimy w życiu nie tak i czemu ten początek roku tak mocno garbuje nam skórę. może to historia o tym jak hartowała się stal, a może po prostu test na wytrzymałość i próba wysiłkowa z holterem dla mojego spleśniałego i czarnego jak smoła serduszka. wnioski wyciągam z tego takie, że jeszcze bardziej muszę się starać. i tyle.
z innej beczki: odchudzanie trwa, waga spada. nadmiaru wody z organizmu pozbywam się, intensywnie płacząc. jak się człowiek tak ostro i na głos wyryczy w samotności, wyczerpując z samym sobą wszystkie ciężkie tematy, to już potem naprawdę nie ma nic nikomu do powiedzenia i na pytanie: „co słychać?” – może zupełnie na luzie odpowiedzieć: “wszystko w porządku, a co tam u Ciebie?”
na powierzchni słońce, a ty pisz. pisz, pisz i dalej idź.
ciszej, nic nie mów, bo mnie rozpraszasz. (…)
ja wiem, że wiesz. i ty wiesz, że wiem.
ja wiem, że wiesz…
w oddali coś jaśnieje. wszystkiemu wbrew
uśmiecham się.
[Stankiewicz, Marzec]


Dodaj komentarz