
jak zwykle, tradycyjnie już, mój pamiętniczek nie startuje w konkursie na blogusia roku,
mimo że rozważałam tę opcję w ramach zrobienia czegoś na przekór sobie.
niestety moja podświadomość czuwa – przegapiłam deadline zgłoszeniowy.
kurtyna.
a poza tym wszystko jakoś tak przyspieszyło… może dlatego, że mamy z Sydem
tak zwany “pożar dupy” z tytułu naszych kredytów, długów, zobowiązań i obciążeń.
nadal kręcę się w kółko i obmyślam interes życia, zamiast zacząć od rzeczy najprostszych.
idąc w analogię – na hasło: “nie mamy kasy na chleb” – ja, zamiast normalnie
po ludzku zarobić te pieniądze, wyjmuję z szafy moją wielką laserową dzidę,
zdejmuję ze ściany naostrzoną pikę i ruszam do najbliższej wioski porwać piekarza.
oraz jego żonę, jej kochanka, stryjenkę tegoż oraz psa bez oka. razem z nimi zakładam
wędrowny cyrk i z pieśnią na ustach wyruszamy wszyscy do Maramuresz.
kurtyna.


Dodaj komentarz