– rzekł outsider i dyskretnie oddalił się z miejsca zdarzenia.
Ni mniej ni więcej, tylko po raz kolejny przekonałam się, że w niektórych kwestiach
jestem niestety niereformowalna i niewyuczalna, w innych nie potrafię się dostosować,
a jeszcze w innych po prostu sobie nie radzę, nie ogarniam i nie panuję nad czasoprzestrzenią.
Nie nadaję się. Dziękuję, pozdrawiam.

Także ten… Straciłam robotę, w której byłam kompletnie beznadziejna.
Z tej okazji Syd wzięła mnie na bezglutenową pizzę.
Moja Terapeutka mówi, że żyjąc z ADHD już dawno powinnam zrozumieć,
że za niektóre rzeczy w ogóle nie powinnam się zabierać (licząc na to, że “jakoś to będzie”
i może tym razem zapanuję nad chaosem). Otóż nie zapanuję.
I choćby skały srały, to i tak w końcu bałagan wyleje się ze mnie rwącą falą.
Niestety muszę się z tym pogodzić.

Prawda jest taka, że rzeczywistość odcina mi kolejne drogi ucieczki,
w które raz po raz spierdalałam, łudząc się, że może tym razem uda mi się
utrzymać samą siebie w ryzach i poświęcić jakiemuś pożytecznemu i konkretnemu zajęciu.
Otóż nie.
Jedni nadają się na kierownicze stanowiska, inni do wypełniania tabelek,
a jeszcze inni do wypasu owiec lub malowania na szkle.
Albo do rzeźbienia w plastiku i zarządzania miniaturowymi zasobami ludzkimi.
Oraz literami.





tylko jak się z tego utrzymać?


Dodaj komentarz