rzadko Was o coś proszę, bo w sumie nie oczekuję niczego od ludzi
czytających mojego bloga, bo niby z jakiej racji.
jednak ostatnio – po wielu miesiącach wzlotów i upadków
spowodowanym moim blogowym kryzysem
naszła mnie taka oto refleksja:
12 lat pisania w internecie i wychodzi na to, że o “prawidłowym” blogowaniu
wiem tyle, co nic. już pal licho, że mój blog nie zarabia,
nie pojawia się w rankingach i wygląda jak wygląda,
ale faktem jest, że miesięcznie Zazie.com.pl ma ponad 25.000 odsłon,
a komentarzy pod notkami na blogu jest jak na lekarstwo.
komentują tylko najwierniejsi i najbardziej wytrwali czytelnicy,
a ja – albo im odpisuję, albo nie, bo lecę już dalej na tej swojej adhd’owej karuzeli.
no cóż, nigdy nie miałam zadatków, ani tym bardziej ambicji,
na koronę Miss Publiczności, nie jestem ładną szafiarką,
wyszczekaną publicystką, modną trendsetterką,
mistrzynią przepisów kulinarnych czy inspirującą artystką.
jestem tak niszowa, że aż mnie nie widać.
jestem Zazie i mam muchy w nosie.
dziwi mnie i smuci, że ludzie mnie czytają,
ale zupełnie nie komentują.
codziennie wchodzi tutaj ponad tysiąc osób.
i wychodzi. bez słowa.
pod linkami do blogowych notek, zamieszczonymi na facebooku,
owszem – pojawiają się lajki, ale w sumie nie za bardzo wiem,
jak je interpretować? “byłem, czytałem, pozdrawiam”?
nie wiem, nie mam pojęcia. mam za to kryzys.
co robię nie tak? – zadałam to pytanie na facebookowej grupie WordPressa,
a rozmaici specjaliści od blogowania (z doświadczeniem 2-3 lat w blogosferze),
zasypali mnie milionem dobrych rad, począwszy od “pisz bardziej inspirujące teksty”,
“wychodź bardziej do czytelnika”, “nawiązuj kontakt z innymi blogerami”;
przez „zmień tematykę bloga na bardziej popularną”, „przestań pisać o sobie”,
a skończywszy na propozycji zamknięcia bloga i pisania pamiętniczka do szuflady.
nie wiem, może po prostu zrobię bloga na hasło dla garstki komentujących Czytelników.
statystyki spadną na łeb na szyję, ale dzięki temu nie będę musiała tyle bulić za ruch na serwerze…



Dodaj komentarz