Strona główna » kołysanka-niedosypianka
, ,

kołysanka-niedosypianka

nie śpię, nie drzemię, lecz śnię – miast ciebie gryząc poduszkę.
w ciemności, nad miastem, po cichu – płynę łagodnie swym łóżkiem.
pod zamkniętymi powiekami suną mi niespiesznie sceny
z moich światów równoległych oraz drugich i trzecich żyć,
których namiętnie pragnę, lecz nie mam odwagi po nie sięgnąć.
jest pewnie koło piątej. ostatni raz, gdy patrzyłam na zegarek, była 04:07.
I can’t eat, I can’t sleep anymore. Waiting for love to walk through the door
I wish I didn’t miss you anymore…

oboże, jak ja ostatnio szukałam tej piosenki, za nic nie mogąc jej sobie przypomnieć:
kto śpiewał, o czym i po co. bez melodii, bez rytmu, bez niczego, co mogłoby
naprowadzić mnie na najmniejszy trop. miałam w głowie tylko wspomnienie: rok 2005,
jesień, dużo rozmów z A. i w zasadzie nic więcej, prócz rosnącego nienasycenia.
czy teraz czuję się podobnie? nie wiem, nie mam pojęcia. nie chcę o tym myśleć.
Memories don’t live like people do… chyba już zasypiam. cud, cud!
i wtem… łubudu!!! Miszur wpierdala się z hukiem na blejtram odgradzający sypialnię
od reszty mieszkania. obudzona łomotem Kumok zeskakuje z kanapy i biegnąc za Miszurem,
zaczyna się krztusić, dławić i zapowietrzać. wymiotuje pianą. japierdolę!
wyskakujemy z Syd z łóżka i przystępujemy do reanimacji mdlejącego Kumoka,
która jak zwykle dostaje szczękościsku, odcinając sobie dopływ powietrza.
jest 06:07. półleżę na podłodze w przedpokoju. Syd odpowietrza Kumoka.
wracamy do łóżka. zasypiam tuż po 07:00.

sleeping_schedule
tuż przed 10:00 budzi mnie Syd. zrywam się, przecież mam zaraz spotkanie.
tutaj następuje histeryczne intermedium łazienkowo-odzieżowe, po którym
wpadam do kuchni i widzę, że w tak zwanym międzyczasie Miszur
zasrała całą podłogę na rzadko. udaję, że wcale tego nie zauważam i wybiegam z domu.

ulice warszawy są zalane słońcem.

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *