
radosne poranne „dzień dobry” w bramie naszej ochockiej kamienicy: chodzę jakaś taka zadowolona, pełna pomysłów i entuzjazmu. zupełnie jak nie ja. wygrzebuję z kamienicznego śmietnika opowiadania fantastyczne pisarzy radzieckich, a w głowie mam same nie pstryknięte jeszcze zdjęcia. Sue Ryder wita mnie słońcem w konarach drzew… a mnie się gęba śmieje…

lądowanie w codzienności obyło się bez ofiar, aczkolwiek zyskało postać siarczystego jebnięcia w glebę pokrytą trawnikiem: oraz kocykiem. czyli: zebranie statutowe Sputnik Studio wszyscy jesteśmy poważni, odważni, zwarci, gotowi, bojowi. i odmieniamy oblicze świata. przynajmniej mopsiego. Bułka pada płazem przed pudlem, zaś Nindża nakurwia galopem celem pożarcia wyżej…

jak powszechnie wiadomo – wszelkie święta spędzamy poza czasoprzestrzenią powszechnego świętowania. jak najdalej od wszystkiego. i jak najbliżej siebie. tym razem – zupełnie niespodziewanie – przygarnęli nas Nasi Najmilsi Ochocianie do swojej leśnej głuszy… …której nie ma na żadnej mapie, w żadnym przewodniku, ani na żadnej z gps’owych tras. zgubić się po…

okazuje się, że kwestia odchudzania i moje beznadziejne ciuchy to dopiero początek. aby życie ze mną było możliwe i nie groziło załamaniem nerwowym tudzież innymi obrażeniami psychofizycznymi, muszę jeszcze zmienić w sobie pierdyliard rzeczy, począwszy od sposobu, w jaki wstaję z łóżka. na nie wiem czym skończywszy. póki co –…

dni mijają tak szybko, że nie wyrabiam. no po prostu nie wyrabiam na zakrętach. od rana do wieczora latamy Sputniczkiem po całej galaktyce i siejemy chaos. ja dodatkowo sypię jeszcze brokatem i cekinami. nadal chudnę, ale jakos tak mimochodem. nie myślę o tym zbyt wiele, bo i o jedzeniu jakoś…

zostawić w łóżku dwie chrapiące paróweczki pachnące siuśkiem, chrupkiem i ciepełkiem… żaden kurwunia problem. już lecę! because I’m happy! clap along if you feel like happiness is the truth! hell yeah! pochmurny, lodowaty poranek i wyjący na dzień dobry alarm w Sputniku. poniedziałek, poniedziałeczek, poniedziałkunio. zawsze następuje po piąteczku. czego chcieć…

nie mam nic do napisania. od dwóch miesięcy czekam na wieści z gruzji. i nic. cisza. uparcie trenuję wewnętrzny spokój. albo obojętność. wszystko byle tylko utrzymać się na powierzchni racjonalnego myślenia o ludziach i faktach.

kwiecień plecień, ostro ryje banię i zmusza mnie do ekwilibrystyki godnej słonia w składzie porcelany lub mrówki w trybikach chińskiego zegarka. męczę się i wkurwiam, tracąc energię na bezcelowe i bezproduktywne kontredanse z nieistniejącym, wydumanym i rozbuchanym ponad granice wyobraźni… czymś. czepiam się jak tonący brzytwy i z nadmiaru ułańskiej…

74,5kg i spada. moja dietetyczka mówi, że idę na rekord i chwali moją żelazną dyscyplinę. a jednak. okazuje się, że potrafię. mocno trzymam się zasad, bo chyba w końcu zrozumiałam, że oszukać mogę tylko i wyłącznie siebie, tracąc na tym po wielokroć. no więc w kwestii odchudzania – zęby w…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek