
otóż mam ogromną słabość do muzyki brazylijskiej, a raczej śpiewania, mówienia i życia w brazylijskiej odmianie portugalskiego, który uważam za najbardziej zmysłowy język świata: melodyjny i szeleszczący, a zarazem intensywny, dziki i pełen pasji – mówiony seksownym, niskim i lekko zachrypniętym głosem Sonii Bragi. bo to od niej – a…

znów wdrapałam się na szczyt. nawet nie wiem kiedy i jak. nie wiem też, jak długo tu zabawię oraz o co zahaczę, spadając. i jak nisko upadnę następnym razem. staram się jednak o tym nie myśleć. depresja nie jest cechą mojego charakteru. depresja to nie jest mój zły humor, moje…

chciałam to mam. wiadomo – uderz w stół, a odezwą się nożyce, grzebień, grabie oraz widły do przerzucania internetowego gnoju. zacnie jest mieć hejterów, którzy – gotowi na każde wezwanie – usłużnie dopierdolą ci w komentarzach, bezinteresownie zmieszają z błotem w mailach albo zaspamują bloga swoim badziewiem. po ostatniej notce…

chcę napisać kolejną notkę na bloga, ale kompletnie mi nie idzie. nie, bo nie. nie i już. zazwyczaj jest tak, że po prostu siadam i piszę – szybko i bez zbytniego namysłu – zwłaszcza wtedy, gdy mam coś innego do roboty. zwłaszcza wtedy, gdy to coś jest pilne. owszem, wisi…

nie zaglądałam tutaj przez ostatnie tygodnie. chyba nie miałam nic do napisania. no dobra, miałam, ale z jakichś nieznanych (albo i znanych) sobie powodów – postanowiłam na ten temat milczeć. tak jak na większość innych tematów. ostatnio poczułam się lepiej, wyszłam na powierzchnię, do ulubionych ludzi, zaczęłam oddychać, rozmawiać, śmiać…

jestem dokładnie pośrodku, w połowie drogi, tkwiąc przeważnie w epicentrum swojej egzystencjalnej sraczki. upaskudzona po kokardę próbuję jeszcze recytować jakieś szatańskie wersety i obrazoburcze manifesty, ale wychodzi mi to raczej marnie. chuja tam. Mam znowu doła, znów pragnę śmierci. Wszystkie formy samobója przed oczyma stają mi. Nic nie mam, tylko…

oto koło, które zataczam raz po raz: I, II, III, IV, V, VI, VII, VIII by wrócić do punktu wyjścia – tyle że po drugiej stronie Georges Perec & Bernard Queysanne „Un homme qui dort” (1974) „Nie umarłeś ani nie jesteś…

„Próbujesz czasem w rozpaczy narzucić swej chwiejnej egzystencji jarzmo nieugiętej dyscypliny. Sprzątasz, porządkujesz swój pokój, ustanawiasz rygorystyczny budżet (…). Regulujesz sobie życie jak zegarek, zupełnie jakby najlepszym sposobem na to, aby nie zginąć, aby do reszty się nie pogrążyć, było wypełnianie śmiechu wartych zajęć, decydowanie o wszystkim z góry,…

„Do twojego życia wtargnęły potwory, szczury, twoi bliźni, twoi bracia. Dziesiątki, setki tysięcy potworów. Wykrywasz je, rozpoznajesz po nieuchwytnych znakach, po ich milczeniu, po ukradkowych zniknięciach, niepewnym wzroku, zagubionym, wystraszonym, który odwraca się, gdy napotykają twoje spojrzenie. Światło jaśnieje w samym środku nocy w mansardowych oknach ich odrażających pokoi.…

w sobotni poranek, piekąc wegetariański pasztet z zielonej soczewicy, Syd puściła ‘take five’ davida brubecka, serwując mi tym samym soczewicowo-jazzową i prawdziwie ekstatyczną ‘magdalenkę’. jest rok 1993, lato. lipiec. a dokładniej – koniec czerwca i początek lipca. skończyłam ósmą klasę podstawówki i mam juz wakacje. większość moich znajomych zdaje…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek