
kwestia odchudzania leży mi na sercu oraz w jego bezpośredniej okolicy, dlatego też za radą Ali postanowiłam skurczyć objętość mojego żołądka, wykorzystując do tego celu… sardynki. albo szprotki. no te rybie mikrusy w małych puszeczkach, wiecie. przepis jest prosty: małą puszkę rybek zjadamy rano z dodatkiem zieleniny. nie czujemy głodu…

moje problemy finansowe sięgnęły zenitu. ja zaś sięgnęłam dna. w totalnej panice usiłuję ogarnąć sytuację, dziękując w duchu losowi za zesłanie mi stałej etatowej pracy. na serio, perfect timing! od teraz będę normalna. od teraz będę grzeczna. nie wiem, w co najpierw wkładać ręce. tak czy inaczej – ujebię się…

poranny urobek orbitrekowy z pustym żołądkiem okazał się totalną porażką. nie wiem, skąd u rozmaitych “specjalistów” pomysł treningów na czczo? że niby będę spalać więcej tłuszczu? czy spalać się? bo różnica jest zasadnicza. brak paliwa skutkuje u mnie wydolnością na poziomie zero, zadyszką, zawrotami głowy – mimo wypicia w trakcie…

w pisaniu bloga jestem tak samo chimeryczna jak w życiu. albo nawet bardziej. jasne, że nikt nie musi tego znosić, ale skoro mimo wszystko mnie czyta – to śmiem przypuszczać, że nieco się już przyzwyczaił do mojej uogólnionej abnegacji. ale ponieważ wiele osób nadal zgłasza – słuszne zresztą – pretensje,…

przeprosiłam się z orbitrekiem i nakurwiam, nakurwiam, nakurwiam. chciałabym użyć jakiegoś elegantszego czasownika, ale żaden inny nie przychodzi mi do głowy, więc musicie mi wybaczyć. tym bardziej, że każde z moich zderzeń z rzeczywistością jest brzydkie i bolesne – i tak coś, co na filmikach motywacyjnych miało wyglądać tak: u…

na przekór chujowemu nastawieniu do ludzkości i rzeczywistości – poszłam na powitalną imprezę Ochockich Cór Marnotrawnych z Raszyńskiej i upiłam się wiśniówką. a przy okazji pogadałam sobie z drugą neurotyczką. syty głodnego nie zrozumie, ale wariat wariata – zawsze! a właściwie to ile kalorii ma kieliszek wiśniówki? bo nie…

mam niezdrową skłonność do nadmiernego przejmowania się cudzymi zachowaniami – dociekam, analizuję, przeżywam i zadręczam się tym, co mi ktoś powiedział, zrobił, nie zrobił, pomyślał, nie pomyślał, przemilczał lub olał. jezu chryste, mam tego dosyć. co mnie to kurwa obchodzi?! o co mi chodzi… po co ja to wałkuję…?!! nie…

po dwóch tygodniach w szpitalu – ciężkiej operacji, przetaczaniu krwi i szprycowaniu morfiną – K. wrócił do domu. czyli do nas, na chwilę, bo przecież zaraz wylatuje do prawosławnego monastyru w Gruzji. od dawna nie komentuję jego wyborów, nie dyskutuję z decyzjami. po prostu jestem. trwam. i dyskretnie przemycam życiodajne…

jest zimno. to dobrze. to bardzo, bardzo dobrze. pozapinałam się równiutko i szczelnie. teraz jeszcze skafander – jednym ruchem zaciągam suwak – od stóp do głowy. i mogę tak iść. nic mnie nie ruszy. nic mnie nie dotknie. nic do mnie nie dotrze. it’s sometimes just…

płynnie zmieniam stany skupienia – od wrzenia i rozproszenia do spięcia, zamknięcia i zlodowacenia. pisałam coś ostatnio o pracy zawodowej. no i proszę. nie minęła doba, a ja właśnie zbieram swoje porozwalane zabawki, wkładam je do pudełeczek i odsuwam nieco na bok, robiąc sobie miejsce. rzeczywistość upomina się o mnie…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek