
nikt nie przypuszcza. nikt nie wie. sama przed sobą ledwo się do tego przyznaję. ale to jest. jest. trwa od wielu miesięcy. i nie słabnie. nie odpuszcza. nie daje mi spokoju. powiedzmy, że traktuję to jako obsesję. z bogatego repozytorium dotychczasowych koszmarów – ta akurat jest wyjątkowo bezbolesna. choć równie…

wiosnę przywitałam w nastroju bardziej niż ponurym. no cóż, zdarza się. biorę to za dobry znak udanego sezonu – na przekór wszystkiemu nie dopadł mnie słomiany zapał, okołosłoneczna euforia i płonny entuzjazm wiosennej równonocy. odwrócona plecami do wszystkiego czekam na. cokolwiek.

jestem na diecie. oraz w szoku. chudnę. wszystko przez Czmudę, bo ona też. a ponieważ chwalić dnia przed zachodem słońca tym razem nie będę, skóry na niedźwiedziu dzielić jeszcze nie zamierzam, ani tym bardziej mówić ‘hop!’ w trakcie rozbiegu – więc wszelkie szczegóły i inne rewelacje zostawię dla siebie. na…

jest mi dobrze. jest mi tak dobrze, że aż sama się sobie dziwię. oraz trochę światu, że mi na to pozwala. codziennie wstaję o szóstej, w radosnym pośpiechu, nie dosuszam włosów, biegnę przez park, przysiadam w porannym słońcu na Ławeczce Entuzjazmu im. Sputnik Studio i trwam sobie przez kilka chwil,…

odbudowałam dioramę ogrodu, słuchając możliwie najsmutniejszych piosenek świata. teraz czeka mnie budowa laboratorium cybernetycznego Jakoba von Burkhardta. poza tym – niczym baron Munchausen – próbuję samą siebie wyciągnąć za włosy z bagna. a raczej z kanału, w którym ugrzęzłam jakiś czas temu, spuszczając się w dół rzeki razem z falą…

początek marca to czas słuchania smutnych piosenek i lekkiego niedowierzania, że oto w jednym kawałku udało nam się przetrwać zimę. teraz już z górki, byle do wiosny, truchtem, przez brudne ulice i organiczne resztki minionego sezonu. biegnę, przystając co chwilę. czekam, nasłuchuję. z małego skrawka ziemi gdzieś pomiędzy turcją, armenią,…

chodzę jakaś taka przestraszona, nastroszona i wypatroszona – jakbym nie potrafiła odnaleźć się w sytuacji: że oto można i trzeba żyć gdzieś tak pośrodku, między udręką a ekstazą, nie zbliżając się zanadto do żadnej z nich, nie ocierając się ani o górne ani o dolne rejestry, balansować pokornie niczym cyrkowa…

dzisiaj jestem w nastroju nieprzysiadalnym. boli mnie brzuch, głowa i ego. wstałam rano i pognałam do pracowni, gdzie – jeszcze lekko nieprzytomna – nadziałam się twarzą na suche gałęzie stojące w zgrabnym snopku przy drzwiach. jednak niezrażona, kontynuowałam mój poranny – tworzony własnie naprędce – rytuał. nowa świecka tradycja. uznawszy,…

oto nadszedł dzień, w którym lwia część moich gabinetów osobliwości, mojej wielopokoleniowej zoologii fantastycznej i tekturowo-gipsowej architektury, moich fantasmagorycznych wykwitów plastikowej flory i fauny, moich artefaktów życia, symulakrów rzeczywistości i reszty przyległości opuszcza mury naszego staroochockiego mieszkania… i rusza w drogę, przez park, po wielkich wiosennie rozmoczonych liściach. mówiąc wprost:…

w tym roku przede wszystkim miało być blisko. oraz tanio. ale takie rzeczy to tylko w Lidlu, jak się okazuje… Terchova w słowackich Tatrach zaprezentowała nam się na pierwszy rzut oka całkiem zacnie – omiatałam okolicę wzrokiem na tyle dyskretnie, by nie zauważać szarozielonych połaci krajobrazu o konsystencji rozmoczonego gówna,…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek