zieeew… królewny wstały.
na sennych jeszcze nóżkach przechadzają się po domu, trącając mnie nosami: – daj jeść!
a potem układają się do kolejnej edycji marzeń sennych:

chrapią jedna przez drugą…

i cichutko pierdzą w kocyk.

one dzisiaj nigdzie nie wychodzą!

– Nie ić nikdzie, bo bendem płakał! Tak siem bende darł, że asz somsiedzi ciem złapiom i nakszyczom!

– Żandej torby ze sobo nie weźmiesz, bo ja tu psiem! Zajente tu jes!

– Stom torbom tesz nie pójdziesz, bo ja tu siedzem i wniom puszczam bonki!

– I jeszcze zostafiem w niej jadowite pachnienie mojej mopsiej stopy!

– Bawoły grube! – mówię – Macie tu swoje zabawki i się nimi bawcie! Matka wam świeżo wyprała!

– Pajac jusz wybawiony jes… Tera psi…

– Ze mno tesz jusz pajac wybawiony!

– On jusz stracił pszytomnoś od tego bawienia siem z nami…

– Ściur tesz jusz był bawiony…

– W naszym zwionsku zapanowała nuda i rutyna…

– Może ze śfinio mnie sie ułoży…?

– Ja tam sie bawie z dzidziusiem!

– Rubiem dzidziusie!

– Som one pyszne!




















































Dodaj komentarz