tyle bym chciała napisać, ale nie mogę. po prostu nie mogę.
zamiast słów i zdań przemierzam alejki pobliskiego parku, pokonując kolejne kilometry.
aktualnie tylko to daje mi siłę i namiastkę dawno utraconej pewności siebie.
chodzę, idę, zmierzam, ani na krok nie zbliżając się do celu.
uświadomiłam sobie ostatnio, że po każdym kolejnym epizodzie depresji,
upadam coraz niżej, nie wracając już nigdy do punktu wyjścia.
pamiętam, że kiedyś pisałam.
na przykład książki, pod pseudonimem, książki, za które dostawałam pieniądze.
pisałam teksty, kilometry zgrabnych tekstów, chodziłam na spotkania, dyskutowałam,
przekonując innych do jedynej, mojej i najmojszej racji w składni, leksyce i narracji.
teraz jestem w stanie jedynie mocno
zasznurować buty i przejść 10 kilometrów,
zawzięcie dyskutując sama ze sobą. w ciemności.

czuję się dobrze, ale czasem tęsknię
za dawną sobą.
bardzo bardzo mocno.


Dodaj komentarz