nie zaglądałam tutaj przez ostatnie tygodnie. chyba nie miałam nic do napisania.
no dobra, miałam, ale z jakichś nieznanych (albo i znanych) sobie powodów –
postanowiłam na ten temat milczeć. tak jak na większość innych tematów.
ostatnio poczułam się lepiej, wyszłam na powierzchnię, do ulubionych ludzi,
zaczęłam oddychać, rozmawiać, śmiać się i czerpać energię. z powietrza.
dzisiaj weszłam tu, na bloga, i niestety… zonk! bo zaroiło się od komentarzy,
w których ktoś z uporem maniaka próbuje uświadomić mi,
jak bardzo grzeszę i sprzeniewierzam się światu, mając depresję.
depresję czyli bezpodstawne niezadowolenie z życia.
depresję, czyli generalnie zły humor i złe podejście do rzeczywistości,
bo depresja to jest, proszę państwa, bezsensowne użalanie się nad sobą,
narzekanie oraz niedocenianie i nieszanowanie tego, co się ma.
i tego, że się żyje, podczas gdy młode piękne dziewczyny umierają na raka.
ponadto pisanie o własnej depresji jest żenującym graniem pod publiczkę –
tak w dużym skrócie. tyle się dowiedziałam. tyle wygrałam.

co prawda nie ukrywam faktu, że opinią pani Zosi z Elbląga i jej kuzynki z Mławy
przejmuję się równie mocno, co nowym face-liftingiem Renee Zellweger,
ale odczuwając solidarność z innymi zmagającymi się z depresją –
troszkę się wkurwiłam.
nie tyle ignorancją i ciasnotą horyzontów myślowych co poniektórych
(bo to akurat dosyć powszechny przywilej ostatnimi czasy), ale tym,
że generalnie osoby cierpiące na depresję muszą na co dzień zmagać się
z tak autorytarnie ferowanymi opiniami i życiowymi poradami pani Bukietowej:

– Depresję mają tylko lenie, egoiści i histerycy.
– Depresja to tylko wymówka, żeby nić nie robić.
– Masz depresję, bo tkwisz w toksycznym związku.
– Niepotrzebnie robisz z siebie ofiarę.
– Przesadzasz, inni mają gorzej.
– O co ci w ogóle chodzi? Dlaczego mi to robisz?
– Nie doceniasz tego co masz!
– Gdybyś nie miała co do garnka włożyć, to zaraz by ci ta depresja przeszła!
– Ciesz się, że nie jesteś chora na raka.
– Przestań się nad sobą użalać.
– Zmuś się do działania! Nie masz siły? Zaciśnij zęby i do przodu!
– Wiem, co czujesz, ja też mam doła.
– Powinnaś urodzić dziecko, wtedy nie będziesz miała czasu na depresję.
– Masz za dużo wolnego czasu i głupoty ci do głowy przychodzą.
– Weź się w garść! Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej!
– Napij się ciepłego mleka, weź magnez, wyśpij się. I zaraz ci przejdzie!
– Wyjdź do ludzi, idź na spacer, kup sobie nowy ciuch.
– Uprawiaj jakiś sport, ruszaj się!

uwierzcie mi, że zmagając się z depresją od 15 roku życia, dobrych rad mam po kokardę –
zwłaszcza tych, które mają poruszyć moje sumienie i uświadomić mi,
że “zły humor” w mojej sytuacji jest po prostu nie na miejscu
lub że pogrążam się w “czarnej otchłani” na własne życzenie
i jeszcze czerpię z tego perwersyjną przyjemność.

nie zamierzam kasować komentarzy, w których ktoś – w ramach anonimowej wolności słowa w internecie –
wyraża swoje opinie, nieomylne sądy i zestawy dobrych rad na każdą okazję,
ale jeśli mam być szczera, to mam je – excusez le mot – centralnie w dupie.
i wszystkim innym chorującym na depresję radzę to samo.
gdybym miała cukrzycę, zeza rozbieżnego, artretyzm, liszaja pełzającego czy łysienie plackowate,
to nikt nawet nie śmiałby zapytać, czy aby na pewno nie wymyśliłam sobie tej choroby.
tymczasem mając depresję wciąż spotykam się z podejrzliwością,
zakłopotaniem i pobłażaniem: – Naprawdę? Serio? Nie wyglądasz!
jasne, że nie wyglądam.
nie chodzę z siekierą wbitą w plecy, brzytwą w nadgarstku ani pętlą na szyi,
nie płaczę krwawymi łzami, nie wydzwaniam po znajomych, łkając, że zaraz skoczę z balkonu.
jasne, że nie wyglądam, bo widzisz mnie tylko wtedy, kiedy chcę być widziana –
kiedy się uśmiecham, rozmawiam, żyję; kiedy czuję, że jednak to wszystko ma sens;
kiedy pozbieram się na tyle, by jako tako funkcjonować w następujących po sobie
fazach depresji, stabilizacji i lekkiej hipomanii.

jasne, że nie wyglądam, bo – mimo stanów depresji – jestem
zajebiście wesołym człowiekiem.


Dodaj komentarz