ostatnio nie pisałam, więc się nazbierało. już mi lepiej,
więc słowa wylewają się ze mnie strumieniowo, wielokanałowo i trochę bez sensu.
ale nie zamierzam ich porządkować, nie chce mi się ciosać zgrabnych notek.
chce mi się być głupią i nieprzemyślaną. lepsze to niż
zawstydzone trzymanie języka za zębami, żeby się przypadkiem nie wydało,
że mam w głowie pstro. nico. bełkot. kolorowe papierki. oraz to i tamto.
mam do zrobienia kilka lalek Blythe, do napisania trochę tekstów,
do zrzucenia 10 kilogramów, do skończenia parę projektów.
powinnam posprzątać sypialnię. potrzebuję dyskretnego miejsca na parkiet. do tańczenia.
oraz hula-hoop’ienia. oraz wiem, wiem – ćwiczeń z ewo chodakosko.
muszę też skończyć budowę laboratorium von Burkhardta oraz wytrzasnąć skądś
kilka złotych tysięcy na pokrycie domowych deficytów budżetowych.
wyjazd na Blythecon Europe do Amsterdamu wisi przez to na włosku
i zapewne nie dojdzie do skutku, podobnie jak i inne przedsięwzięcia,
na które nie mamy kasy z racji mojego kolejnego przestoju zawodowego,
który trwa już miesiąc. ale lada chwila się skończy. obiecuję.
póki co – żongluję chaosem.


Dodaj komentarz