kiedy 3 lata temu dostałyśmy z Syd kredyt hipoteczny na 30 lat
i kupiłyśmy nasze wymarzone mieszkanie na Starej Ochocie –
moją spontaniczną reakcją, której właściwie do dzisiaj
nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć –
było włączenie na full “sing hallelujah!’ dr albana [klik!]
i uogólniony atak radości wraz poczuciem absolutnego szczęścia
o ile ataki radości&szczęścia wpisują się w moje jestestwo bez dwóch zdań,
o tyle dr alban, którego nigdy nie darzyłam jakąś szczególną atencją
wraz z jego przeterminowanym hiciorem – nadal pozostają dla mnie tajemnicą
głęboko skrywaną w pokładach mojej podświadomości.
znając jednak repertuar moich reakcji paradoksalnych – począwszy od
ostentacyjnej obojętności wobec obiektów mego zaangażowania emocjonalnego,
przez ataki narkolepsji w okresach deadline’ów copywriterskich
po napady sprzątania w chwili uogólnionej rozpaczy –
uznałam, że oto istnieje jakieś tajne połączenie neuronalne w moim mózgu
pomiędzy reakcją behawioralną na osiągnięty sukces a osobliwą twórczością dr albana.
dlatego nie byłam specjalnie zdziwiona, gdy wszedłszy dziś rano na wagę

i zobaczywszy na wyświetlaczu równiutkie 70 kilogramów –
w mojej głowie natychmiast zadźwięczał ten oto song:
[tak, wiem, to straszne… ale proszę, zróbcie to dla mnie i posłuchajcie tego kawałka :D]
yes, I did it.
I did it !!!

schudłam 15 kg !!!


dokładnie: p i ę t n a ś c i e k i l o g r a m ó w






















dziękuję. dziękuję. dziękuję!
jestem z siebie zajebiście dumna. obiecuję tego nie spieprzyć,
zwłaszcza, że drugie 15kg czeka na równie skuteczną anihilację –
aż do osiągnięcia stanu sprzed “wielkiego kaa-boom!’ – czyli wagi 55kg.
tymczasem – tak jak obiecałam – zabieram się do opisania Wam mojej diety,
a raczej całego programu żywieniowego, który utrzymuję od 2 miesięcy
i wytrwać w nim zamierzam już na zawsze, na zawsze, na zawsze…
bo działa! :)))
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu






Dodaj komentarz