chcieliście poczytać o szczegółach mojej diety, więc proszę – napisałam Wam wszystko, co wiem.
jesli ktoś zacznie mi teraz marudzić, że „Too long, didn’t read” – to nie ręczę za siebie.

buziaczki!
Ci, którzy śledzą na blogu Zazie moje wieloletnie zmagania z rzeczywistością, wiedzą, że jakiś czas temu something went wrong,
skutkiem czego popadłam w wielomiesięczną depresję i z 55-kilogramowej dziewczyny przeistoczyłam się w zawodnika sumo,
a moja mutant-masa dobiła do 85kg. gruba sprawa, sami przyznacie.
obezwładniło mnie to kompletnie, bo za cholerę nie mogłam dociec przyczyn tego nagłego przyrostu mojej antymaterii.
przecież moje odżywianie nie uległo jakiejś drastycznej zmianie – owszem, zawsze lubiłam słodycze, jak każdy,
ale skoro przez 30 lat życia nie odmawiałam sobie czekolady z orzechami i spaghetti, ważąc przy tym pi razy oko 50kg,
to czemu nagle miałabym aż tak od tego spuchnąć?! – myślałam, ze smutkiem wpierdalając kolejne ciasteczko.
jasne, że jedzenie stało się „pocieszycielem” w trudnych chwilach, ale podskórnie czułam, że chodzi o coś więcej.
tylko o co? co się takiego stało? depresja? duże dawki paroksetyny, wenlafaksyny i reszty antydepresantów?
kryzys wieku średniego? plamy na słońcu? momentami miałam wrażenie, że tyję od samego patrzenia na lodówkę.
robiłam wszelkie możliwe badania – wszystkie według lekarzy “mieściły się w granicach normy, noo…
może trochę cukier za wysoki, i cholesterol… ale nic się złego nie dzieje”
oraz “niech pani je 5 razy dziennie małe porcje, dużo warzyw i błonnika. no i uśmiechać się dużo!”.
żeby nie było wątpliwości – jestem ekspertem! – w ciągu ostatnich 3 lat osiągnęłam absolutne mistrzostwo
w dziedzinie nieskutecznego i nieracjonalnego odchudzania:
* począwszy od absurdalnych głodówek lemon detox diet (aka master cleanse) i picia “syropu z papugi”,
* przez wszystkie możliwe wersje diety kopenhaskiej (od której mdlałam i czołgałam się po podłodze),
diety dukana (od której napierdalały mnie przeciążone nerki), diety z Vitalii i diety dr Dąbrowskiej
żadna nie przyniosła trwałych rezultatów.
czas płynął, a moja dupa rosła na potęgę.
depresja minęła, a masa-mutant pozostała.
naprawdę się starałam. nakurwiałam na orbitreku, żarłam kaszę jaglaną i owsiankę z jagodami goji,
po których mój nieszczęsny żołądek okręcał się z bólu wokół kręgosłupa,
łykałam spalacze tłuszczu, od których gotował mi się mózg i organy poślednie,
a skończyłam na hicie sezonu, czyli ketonie malinowym, za recenzję którego straszono mnie sądem.
jeśli kogoś interesują kolejne etapy rozpaczy, wściekłości i zwątpienia podczas moich prób odchudzania
to zapraszam do fascynującej lektury w dziale: https://dev.zazie.com.pl/odchudzanie/

jakoś tak w lutym tego roku, kiedy właśnie porzuciłam kolejną dietę-cud,
następnie przytrułam się ketonem malinowym, a na finał i pocieszenie
opierniczyłam pudełko toffifi – Czmu zaczęła coś przebąkiwać na temat
jakiejś nowej niemożliwie nadzwyczajnej i oszałamiająco ekstraordynaryjnej
dietetyczce z Wrocławia, która jest w stanie odchudzić wszystko, co się rusza.
nawet morświna. a nawet mnie!
rzekłam jej, że: hola! hola! nie takie rzeczy już słyszałam! –
a moja dupa gruba jest jak była i nic nie jest w stanie jej okiełznać.
to rzekłszy, pojechałam na wywczas zimowiskowy do spływającej błotem Słowacji,
gdzie z rozpaczy nad rozmokłym krajobrazem piłam piwo i żarłam smaženy syr z hranolkamy,
równocześnie płacząc w poduszkę i Sydowy mankiet,
że jestem stara, gruba, brzydka i że nic mnie już w życiu nie czeka.
jednak Czmu – o, dzięki ci za to, panie! – nie dawała za wygraną,
opowiadając mi o cudownie odchudzonej Joli oraz sama szykując się
na konsultacje u wrocławskiej cudotwórczyni…
i oto… nadeszła wiekopomna chwila, w której wszem i wobec
ogłaszam niejaką Czmudę moim Osobistym Wybawicielem z Okowów Otyłości
i stawiam jej tutaj, na mym blogusiu, pomnik ze spiżu,
upamiętniający jej zasługi w dziedzinie odchudzania morświnów:
tak mniej więcej prezentuje się projekt pod tytułem ODCHUDZANIE ZAZIE – w rolach głównych:
Zazie – wesoły morświn o wadze mutant-masa
oraz – a raczej przede wszystkim:
AGATA CEZARI
doktor nauk biologicznych
fizjolog żywienia i dietetyk
certyfikowany opiekun Metabolic Balance
(aka Charyzmatyczny Oprawca Dietetyczny)
wielkie brawa dla tej pani!

a było to tak:
sądnego dnia – w samym centrum Wrocławia –
utoczono ze mnie kilka fiolek krwi,
a następnie doprowadzono przed oblicze dr Agaty Cezari,
od której na dzień dobry usłyszałam, że jestem tym, co jem
i że nie powinnam się dziwić, że tak wyglądam.
no halo??!
najpierw chciałam się obrazić, ale szybko mi przeszło,
bo dalszy ciąg narracji okazał się jeszcze ciekawszy.
a potem – od słowa do słowa –
rozpoczęłam jedyną skuteczną w moim przypadku dietę:
METABOLIC BALANCE

w tym miejscu pozwolę sobie na mały przerywnik:

Poniższy tekst nie jest reklamą ani artykułem sponsorowanym!
Nie reprezentuję ani nie jestem w żaden sposób związana
z polskimi lub zagranicznymi ośrodkami Metabolic Balance
(w tym z wrocławskim ośrodkiem Futurika dr Agaty Cezari),
ani z żadnym koncernem medycznym czy firmą farmaceutyczną.Pisząc o Metabolic Balance i oceniając jego skuteczność,
nie czerpię z tego tytułu żadnych korzyści finansowych lub rzeczowych.
W tekście odwołuję się wyłącznie do własnych doświadczeń,
zaś wszelkie przywoływane przeze mnie informacje na temat
w/w programu żywieniowego pochodzą z ogólnodostępnych źródeł internetowych.Przestrzegam także przed stosowaniem ogólnych zasad Metabolic Balance
bez wykonania odpowiednich badań diagnostycznych oraz konsultacji z lekarzem.
Z tego względu nie udostępniam swojego indywidualnego planu żywieniowego,
dostosowanego do mojego profilu metabolicznego i problemów zdrowotnych –
to, co zadziałało w moim przypadku, u kogoś innego może się po prostu nie sprawdzić.

skoro już wszystko jasne, to przejdźmy do konkretów:
Z całą pewnością Metabolic Balance nie jest dietą, z którą “przemęczysz się” kilka tygodni
celem ekspresowego schudnięcia przed sezonem plażowym i zaraz potem wrócisz do dawnego jadłospisu,
radośnie wpierniczając na sopockim molo smażoną flądrę z frytkami popijaną zimnym browarem.
Z takim podejściem lepiej zostać na dotychczasowych “dukanach”, a za zaoszczędzoną kasę jechać gdzieś pod palmy.
Bo nie da się ukryć, że cena badań diagnostycznych, indywidualnie ułożonego programu żywieniowego
oraz rocznej opieki dietetyka jest wysoka. O tym, że warto – przekonacie się poniżej.

Program żywieniowy Metabolic Balance został stworzony w Niemczech przez dr med Wolfa Funfacka i jego zespół
w oparciu o badania z zakresu endokrynologii, kardiologii, chorób metabolicznych oraz medycyny żywienia.
Niemieccy naukowcy wyszli z założenia, że ludzki organizm jest doskonałą samoregulująca się machiną,
która – przy odpowiednich warunkach – jest w stanie samodzielnie “naprawić” większość chorób cywilizacyjnych
(takich jak cukrzyca, nadciśnienie, otyłość, problemy hormonalne, niektóre zaburzenia psychosomatyczne).
Dr Funfack postawił tezę, że organizm każdego człowieka ma swoją własną “chemię” i swój indywidualny profil metaboliczny,
według którego funkcjonuje, przyswajając substancje odżywcze i produkując energię. To poniekąd tłumaczy, dlaczego większość “cudownych diet” układanych odgórnie dla “przeciętnego Kowalskiego” po prostu nie działa. W rzeczywistości nie istnieje żadna “skuteczna dieta dla wszystkich”, podczas której każdy bez wyjątku – np. dziewczyna z niedoczynnością tarczycy, mężczyzna z cukrzycą lub starsza kobieta z chorą wątrobą – będzie jadł to samo, tak samo zrzucał wagę i tak samo świetnie się czuł.
Funfack stwierdził, że każdy organizm inaczej gospodaruje dostarczanymi mu składnikami odżywczymi
i że niektóre produkty przyswaja gorzej niż inne. Efektem tego są zaburzenia przemiany materii, zaburzenia hormonalne
i szereg wzajemnie warunkujących się procesów, które uniemożliwiają nam schudnięcie bądź zachowanie prawidłowej masy ciała,
a przy okazji skutkują złym samopoczuciem fizycznym i psychicznym.
Jednak przy odpowiedniej diecie – dopasowanej do osobniczej “chemii” oraz do profilu metabolicznego danego organizmu –
można ten proces odwrócić.
Jak?
Przede wszystkim określić indywidualny profil metaboliczny danego organizmu na podstawie szczegółowych badań krwi
(m.in. morfologia ogólna, rozmaz białych krwinek, hormony, glukoza, lipidogram, enzymy wątrobowe itp.),
a następnie tak dopasować jadłospis, by zawierał tylko te składniki i produkty, które pomogą organizmowi
maksymalnie zoptymalizować procesy trawienne, dostarczając mu jednocześnie zdrowych składników odżywczych,
witamin i minerałów. W ten sposób organizmowi zostaje przywrócona zrównoważona przemiana materii (metabolic balance),
a wraz z nią zostają wyregulowane hormony odpowiadające za problemy związane z otyłością i innymi chorobami cywilizacyjnymi.
Redukcja masy ciała jest w tym przypadku “skutkiem ubocznym” samoregulacji organizmu, który osiąga równowagę,
zaczyna pracować prawidłowo i sam – bez pomocy żadnych leków, suplementów czy sztucznie dostarczanych substancji
– niejako “przy okazji” powraca do swojej prawidłowej wagi.
Mówiąc najprościej – program Metabolic Balance sprowadza się do określenia naszego indywidualnego profilu metabolicznego,
a następnie wyeliminowania z jadłospisu produktów, które nam szkodzą, i wprowadzeniu tych, które są dla nas najkorzystniejsze.
Wykaz tych produktów oraz precyzyjne wytyczne dotyczące gramatury posiłków w ramach programu Metabolic Balance
dostajemy od naszego dietetyka w formie indywidualnego planu żywienia opracowanego tylko i wyłącznie dla nas.

TWORZENIE INDYWIDUALNEGO PROFILU METABOLICZNEGO
I OPRACOWYWANIE OSOBISTEGO PROGRAMU ŻYWIENIOWEGO
METABOLIC BALANCE – krok po kroku
1. Badanie krwi – analiza 35 parametrów (morfologia ogólna, rozmaz białych krwinek, hormony, glukoza, lipidogram,
enzymy wątrobowe i parę innych), na podstawie których określany jest nasz indywidualny profil metaboliczny
2. Konsultacja u lekarza/dietetyka + wykład na temat odżywiania + dokładny wywiad na tematy zdrowotno-żywieniowe
(począwszy od tego, jak, kiedy i co jesz; jakie masz problemy, objawy i schorzenia; jak wygląda twój cykl miesiączkowy,
twoja skóra, włosy i paznokcie; samopoczucie, stan psychiczny, życie seksualne, codzienne przyzwyczajenia i reszta upodobań życiowych,
a skończywszy na szczegółach dotyczących procesu wypróżniania się). Wszystko to zostaje wpisane w kartę informacyjną.
3. Na podstawie analizy 35 parametrów krwi, twojego profilu metabolicznego oraz stanu zdrowia z wywiadu –
lekarz/dietetyk układa twój indywidualny plan żywieniowy Metabolic Balance, którego celem jest przywrócenie równowagi
w procesie przemiany materii i wyregulowanie całego organizmu (czego “skutkiem ubocznym” jest utrata wagi)
4. Zanim otrzymasz swój indywidualny plan żywieniowy – trafia on do niemieckiej “centrali” Metabolic Balance,
gdzie jest konsultowany i opiniowany przez certyfikowanych lekarzy i dietetyków.
5. Po konsultacjach otrzymujesz swój program żywienia wraz z dokładnymi instrukcjami: co jeść, kiedy, w jakich ilościach, itp.
6. Przechodząc przez kolejne fazy swojego indywidualnego programu Metabolic Balance – jesz, chudniesz i zdrowiejesz.
7. Przez cały rok jesteś pod opieką swojego licencjonowanego dietetyka Metabolic Balance –
co oznacza: konsultacje, badania, pomiary oraz monitoring twojego stanu zdrowia i samopoczucia.
8. Ile to kosztuje? Tyle co tydzień w Tunezji w opcji All Inclusive.
9. Warto. Uwierzcie mi, że warto.

PROFIL METABOLICZNY ZAZIE
Po pierwsze – na podstawie analizy 35 parametrów mojej krwi – dowiedziałam się o sobie kilku ciekawych rzeczy,
dotychczas przemilczanych przez lekarzy, którzy uparcie twierdzili, że moje wyniki “mieszczą się w granicach normy”.
Otóż:
* mam insulinooporność i stan przedcukrzycowy: oto przyczyna moich nadprogramowych 30 kilogramów,
których nijak nie mogłam zrzucić, a kolejnymi dietami tylko pogarszałam sprawę
* nie toleruję glutenu
* moja tarczyca leży i kwiczy. niestety. tutaj pokazuję wielkiego brzydkiego fucka wszystkim lekarzom,
którzy przez ostatnie 3 lata – zerkając kątem oka na wyniki moich hormonów – wmawiali mi,
że “zasadniczo mieszczą się w granicach normy”
* stan mojej wątroby – mimo, że nie piję, nie palę i nie zażywam – jest opłakany.
= to wszystko, zebrane do kupy, sprawia, że wyglądam jak wyglądam,
mam trądzik, depresję, ważę 85kg i czuję się zajebiście chujowo!!!
jeśli według polskich internistów taki stan w wieku lat 35 – przy naprawdę higienicznym trybie życia –
“mieści się w granicach normy”, to nie chcę wiedzieć, jak według owych specjalistów
powinien wyglądać i czuć się człowiek naprawdę chory.
OSOBISTY PROGRAM ŻYWIENIOWY ZAZIE

Przedstawienie mojego osobistego programu żywieniowego Metabolic Balance
trochę mija się z celem i ideą tej “diety”, bo to co dobre i odchudzające dla mnie,
dla kogoś innego może się okazać niewystarczające, chybione lub wręcz szkodliwe.
Dlatego zamierzam tutaj zamieścić ogólne zasady dotyczące programu Metabolic Balance
oraz jako ciekawostkę przytoczyć CZEGO NIE JEM = z czego musiałam zrezygnować absolutnie, totalnie i bez wyjątku…
Z mojego jadłospisu zniknęły:

GLUTEN czyli pszenica, żyto, jęczmień, a więc: pieczywo, makarony, wędliny, słodycze, nabiał
KROWIE MLEKO i jego przetwory: jogurt, kefir, twaróg, ser biały, ser żółty, desery mleczne
WĘGLOWODANY PROSTE pod każdą postacią (słodycze, miód, biała mąka, alkohol)
WIĘKSZOŚĆ OWOCÓW
HERBATY OWOCOWE I ZIOŁOWE
SUPLEMENTY DIETY
Z CZEGO SKŁADA SIĘ MOJA DIETA:

BIAŁKO ryby i owoce morza, drób, czerwone mięso, nabiał owczy i kozi, niektóre rośliny strączkowe
WĘGLOWODANY ZŁOŻONE – wyłącznie w postaci okreslonych warzyw
TŁUSZCZE – oliwa z oliwek, olej kokosowy, olej rzepakowy
NIEKTÓRE OWOCE – jabłka, mango i papaya
WODA MINERALNA – niskosodowa, niskozmineralizowana
HERBATA – czarna, biała, zielona
KAWA – czarna, ziarnista mielona, parzona bez dodatku cukru i mleka
Sam program Metabolic Balance składa się z kilku następujących po sobie faz:
FAZA I: Faza Przygotowawcza
Trwa 2 dni, podczas których przyjmujemy lekkostrawne pożywienie i opróżniamy jelita,
stosując łagodne metody przeczyszczające (np. sól gorzką czyli siarczan magnezu).
FAZA II: Faza Ścisła (in. Faza Radykalnych Zmian)
Trwa minimum 2 tygodnie, ale w praktyce utrzymujemy ją do czasu osiagnięcia prawidłowej masy ciała.
Spożywamy tylko i wyłącznie produkty z naszej “osobistej listy” opracowanej przez dietetyka na podstawie badań krwi.
W każdym z posiłków łączymy ściśle określoną (co do grama) ilość produktu białkowego ze ściśle określoną gramaturowo porcją węglowodanów złożonych.
– źródłem BIAŁKA są: ryby i owoce morza,drób,czerwone mięso, nabiał owczy lub kozi, rośliny strączkowe, orzechy i nasiona
– źródłem WĘGLOWODANÓW ZŁOŻONYCH są tylko i wyłącznie warzywa
Przy czym rodzaje i gatunki zarówno białka, jak i węglowodanów złożonych, są precyzyjnie określone w ramach osobistego jadłospisu dla danej osoby
FAZA III: Faza Łagodna (in. Faza Zmiany Nawyków)
Do jadłospisu z fazy ścisłej wprowadzamy dodatkowe produkty z naszej tzw. “listy dodatkowej” – także opracowanej tylko dla nas na podstawie badań krwi.
FAZA IV: Faza Utrwalająca
Tę rozszerzoną fazę diety stosujemy już do końca życia, intuicyjnie wybierając pokarmy i produkty, których potrzebuje nasz wyregulowany organizm ze zrównowazoną przemianą materii.
OGÓLNE ZASADY ŻYWIENIA W PROGRAMIE METABOLIC BALANCE
Dlaczego akurat tak? Agata wyjaśniła mi to w bardzo przystępny sposób.
A ja jej wierzę. Bo jest naukowcem.
www.futurika.pl

Poniżej zamieszczam wykład żywieniowy dr Agaty Cezari:
DLACZEGO TYJEMY?
* Jedząc codzienne posiłki, nie kierujemy się kategoriami “chcę się jutro dobrze czuć”, ale kategoriami “mam ochotę na…”.
* Ludzie uprawiają hedonizm organoleptyczny, każdego dnia robiąc sobie “dobrze” jedzeniem i wytyczając w mózgu
system “nagradzania się”, kojarząc określone pokarmy z konkretnymi stanami emocjonalnymi – tu pojawiają się tzw. “comfort foods”:
czekolada kojąca wszelkie smutki, chrupiący chlebek z masełkiem będący synonimem bezpiecznego domu,
tłusty rosołek babci jedzony na przeziębienie, pachnąca szarlotka na ciepło z lodami, kluseczki czy pierożki “jak u mamy”,
drink po męczącym dniu, czarna mocna kawa, bez której nie sposób się obudzić czy obowiązkowy papieros na ukojenie skołatanych nerwów.
* W efekcie karmimy samych siebie nie tylko jedzeniem, ale także określonymi emocjami, które ono ze sobą niesie.
Jeśli mamy problem z nadwagą i chcemy na serio zmierzyć się z tym problemem, to przede wszystkim powinniśmy rozdzielić jedzenie i uczucia.
* Agata podkreśla, że każda osoba, która ma problemy z nadwagą, jest w rzeczywistości… maksymalnie niedożywiona (sic!).
Jedzenie, które dzisiaj pochłaniamy w dużych ilościach, nie jest hodowane (tak jak za czasów naszych rodziców),
ale przemysłowo produkowane i pozbawione właściwych sobie substancji odżywczych.
Dlatego mimo dostarczania organizmowi mnóstwa kalorii, nie dostarczamy mu składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania.
A więc nie ilość jedzenia się liczy, a jego jakość. Banał, prawda? Tyle że skrzętnie pomijany w codziennym “myśleniu o jedzeniu”.
Po pierwsze trzeba zacząć się odżywiać (zamiast uprawiać hedonizm organoleptyczny), a po drugie: dożywiać,
czyli uzupełniać te wszystkie braki i spustoszenia, które poczyniliśmy w naszych organizmach.
Przez całe lata dietetycy i żywieniowcy
tłukli społeczeństwu do głowy, że:
1. tłuszcz tuczy! unikaj cholesterolu!
2. podstawą piramidy żywieniowej powinny być węglowodany i stanowić 60% całego pożywienia
3. jedz 5-6 małych posiłków dziennie, dbaj aby w każdym z nich znalazły się warzywa i owoce
4. jeśli chcesz schudnąć, zredukuj liczbę kalorii
Nowoczesna dietetyka i program Metabolic Balance obalają te mity:
1. Tłuszcze i cholesterol są potrzebne
Tłuszcze i cholesterol są niezbędnym budulcem organizmu. W diecie Metabolic Balance spożywamy tłuszcze zwierzęce
pod postacią mięsa i pobieramy z nich cholesterol potrzebny do wytwarzania hormonów płciowych. Resztę tłuszczy zwierzęcych
neutralizujemy odpowiednio dobranymi tłuszczami roślinnymi, z których czerpiemy kwasy wielonienasycone MCT,
przy czym należy odpowiednio ustawić proporcje kwasów omega 3 do omega 6 i omega 9.
Tych kwasów nie trzeba dodatkowo suplementować!
Wszystko musimy dostarczyć organizmowi poprzez odpowiednie pożywienie.
2. Węglowodany proste kontra węglowodany złożone
W diecie Metabolic Balance węglowodanów będzie o wiele mniej niż w klasycznej piramidzie żywieniowej,
a co więcej – będą to zupełnie inne węglowodany niż te, do których na co dzień byliśmy przyzwyczajeni.
Przeważnie nasza dieta jest bogata w węglowodany (cukry) proste, które przez nasz organizm są szybko trawione i absorbowane,
przyczyniając się do dużego i szybkiego wzrostu poziomu insuliny. Cukry proste znajdują się m.in. w owocach, produktach mlecznych,
białej mące, pieczywie, białym ryżu, makaronie oraz słodyczach.
W programie Metabolic Balance rezygnujemy do minimum z węglowodanów prostych, zastępując je węglowodanami złożonymi.
Dlaczego?
Węglowodany złożone = to proste cukry powiązane ze sobą wiązaniami glikozydowymi.
Organizm ludzki nie potrafi wykorzystać złożonego węglowodanu (umie tylko proste), więc musi rwać te wiązania w cukrach złożonych,
aby w ten sposób przyswajać najprostszy cukier – glukozę, bo z niej wytwarza energię. Glukoza płynie we krwi do każdej komórki naszego ciała,
ale sama nie jest w stanie do niej wejść, bo musi mieć “klucz” – i tym kluczem jest insulina, która pomaga wejść glukozie
do mitochondrium komórki i wytwarzać energię (czyli tzw. ATP). Insulina wydzielana przez trzustkę jest więc podstawą naszego życia.
Jeśli jemy węglowodany złożone (np. warzywa), to nasz organizm – aby przyswoić najprostszy cukier (glukozę) –
musi nieustannie rwać wiązania, w efekcie czego glukoza uwalniana jest powoli i stopniowo do krwi,
gdzie następnie powolutku jest transportowana do komórek i równie powolutku stopniowo dostajemy źródło energii.
Ale żeby wpuścić tę glukozę do komórek, potrzebujemy insuliny, która musi być wydzielana odpowiednio i proporcjonalnie
do ilości glukozy => insulina jest więc powolutku i stopniowo wydzielana przez trzustkę w miarę tego jak uwalniane są proste cukry
w procesie rwania wiązań pomiędzy węglowodanami złożonymi.
Jeśli jemy proste cukry (np. zabójcze połączenie: biała mąka + cukier) – to po posiłku dostajemy mega kopa energetycznego
sposodowanego wyrzutem insuliny. W przypadku cukru prostego nie trzeba rwać żadnych wiązań,
a glukoza jest ekspresowo transportowana do komórek. W efekcie energii wystarcza nam na jakieś 2 godziny,
ale raz wyrzuconą insulinę nie jest tak łatwo obniżyć – jej poziom we krwi nadal jest wysoki,
ale biedna insulina nie ma już co robić, bo glukoza się skończyła, więc nie trzeba jej pracowicie wpuszczać do komórek.
Insulina pozostaje więc bezrobotna i “wolna”. I tu się zaczyna masakra!
Wolna insulina zniekształca receptory w komórkach, w efekcie czego przestaje być odczuwana i przestaje funkcjonować tak jak należy.
Wolna i bezrobotna insulina wrzeszczy: “dawaj robotę! dawaj glukozę!! chcę żreć!!!” => co skutkuje napadem wilczego głodu
Wolna insulina w nadmiarze krążąca we krwi to katastrofa!
Insulina jako hormon reguluje się nawzajem z innymi hormonami na zasadzie sprzężenia zwrotnego –
jesli insulina idzie w górę, to hormon z nią sprzężony idzie w doł:
insulina (UP) ⇔ melatonina (DOWN)
insulina (UP) => kortyzol (UP) adrenalina (UP) = wolna insulina pakuje nas w stres powodujący nerwice lękowe;
przez hormony stresu rozpadają się dobroczynne tłuszcze, a te złe – trójglicerydy i zły cholesterol – są w nadmiarze i zaczynają się odkładać
* melatonina od 23.00 do 2.00 – w czasie snu – regeneruje naszą wątrobę
* jeśli mamy wysoki poziom wolnej insuliny => cierpimy na kłopoty ze snem, brakuje też regeneracji wątroby
* DHEA – hormony steroidowe (robimy z nich hormony płciowe) – wolna insulina totalnie obniża poziom DHEA i powoduje, że nasze libido leży i kwiczy
* HGH – hormon wzrostu – hormon urody/pełni rolę regeneracyjną; u kobiet po 30 roku życia gwałtownie spada jego poziom, dlatego pojawiają się zmarszczki
=> wszystko co dzieje się z naszym organizmem związane jest z poziomem hormonów regulowanym przez sprzężenie zwrotne z insuliną
=> ludzie zrobili z siebie świnki-Halinki, nie patrząc na to jak, kiedy i co jedzą, a koncentrując się tylko na doznaniach smakowych
=> nasz stan zdrowia = 10% geny + 60% pożywienie + 30% styl życia = czyli w 90% mamy wpływ na to, co się z nami dzieje
* wytłumaczenie, że “nadwaga to kwestia genów” – to największy bullshit ever!
3. Dlaczego 3 zbilansowane posiłki są lepsze niż 5 lub 6
Nasz naturalny poziom insuliny nigdy nie jest na poziomie “0”, ale na poziomie endogennym –
wydzielanym w nocy podczas snu, kiedy to organizm pracuje na minimalnym trybie energetycznym.
Przeciętny człowiek funkcjonuje mniej więcej tak:
* Wstaje rano i na dzień dobry strzela sobie kawkę z mleczkiem, bułeczkę z szyneczką i batonik na deser
=> efekt BOOM! poziom insuliny gwałtownie wystrzela w górę

1. Za chwilę: drożdżóweczka na drugie śniadanko, bananek albo jogurcik, no i kawusia => efekt BOOM!
insulina jeszcze nie zdążyła opaść po poprzednim strzale, a znowu szybuje w górę
2. no to teraz lunch: może sałatka, może chińczyk, może zupa i schabowy => efekt BOOOM!!!
kolejny wyrzut insuliny, acha, no i deserek na słodko! => insulina po raz kolejny robi mega BOOM! BOOOM!
3. kolejna kawka z mleczkiem i cukrem, żeby dotrwać do końca dnia pracy, może jakiś owoc => kolejny BOOM! insulinowy
4. obiadek w domu => znowu insulinowy BOOOM!
5. za chwile jeszcze przegryzka: ciasteczko, piwko, może jakiś drink => no i mega BOOM!!!
6. może kolacja…? albo nie! odchudzamy się i idziemy spać bez kolacji…
7. wstajemy w nocy głodni fchuj i drepczemy do lodówki => poziom insuliny strzela na wyzyny BOOM! BOOOM! BOOOM!
I tak przez cały dzień, aż do późnej nocy – nieustannie podbijamy poziom insuliny,
która w efekcie nie ma kiedy opaść do poziomu endogennego. Przy odrobinie szczęścia opadnie na chwilę, kiedy w końcu zaśniemy.
O ile w ogóle zaśniemy po takiej wielogodzinnej insulinowej sinusoidzie – to po pierwsze. A po drugie – czy będziemy spali wystarczająco długo,
żeby poziom insuliny opadł sobie spokojnie?
Ten sam przeciętny człowiek w programie METABOLIC BALANCE:
1. wstajemy rano z endogennym poziomem insuliny, jemy zbilansowane śniadanie
(+kawa/herbata w trakcie posiłku), a na koniec owoc
——————- 5 godzin przerwy, pijemy tylko czystą wodę ————————–
2. jemy jednodaniowy zbilansowany obiad (+kawa/herbata w trakcie posiłku), a na koniec owoc
——————- 5 godzin przerwy, pijemy tylko czystą wodę ————————–
3. jemy zbilansowana kolację (herbata w trakcie posiłku), a na koniec owoc – max do 21.00
————————– noc/sen —————

Organizm musi włożyć dużo pracy w to, aby z węglowodanów złożonych uzyskać glukozę =
insulina wydzielana jest powoli i stopniowo. Po dobrze zbilansowanym posiłku mamy 5 godzin źródła glukozy.
W czasie tych 5 godzin insulina stopniowo przestaje być wydzielana przez trzustkę
i powooolii pooowoooli wraca do poziomu endogennego, w czasie którego nasz organizm spala tłuszcz.
Wiedzieliście, że najwięcej tłuszczu nasz organizm spala wtedy, kiedy śpimy? ;)
4. Dlaczego diety bazujące na redukcji kalorii nie mają sensu
Rozprawiając się z mitem redukowania kalorii w procesie odchudzania, Agata przytacza eksperyment z 1950 roku,
podczas którego 30 zdrowych mężczyzn o normalnej wadze ciała poddano eksperymentowi dietetycznemu
* 1 etap: dietetycy opracowują dla każdego z nich dietę zawierającą zaledwie 50% ich zapotrzebowania kalorycznego –
w efekcie czego mamy dietę 1000-1200 kcal (typowa wspolczesna dieta opracowana u dietetyka)
efekt: => mężczyżni stracili ok. 30% tłuszczy i ponad 80%białka
* 2 etap, kiedy waga mężczyzn została zredukowana na skutek diety – dietetycy opracowali dla nich nowe normy
zapotrzebowania kalorycznego (dostosowanego do ich nowej – niższej – wagi) – tzw. etap “stabilizacji wagi”
efekt => mężczyźni odbudowali utracone białko w całości, zaś tkankę tłuszczową zwiększyli aż do 80%
* 3 etap: kilka miesięcy po diecie, mężczyźni wrócili do jedzenia wg własnego wyboru
efekt: => nagromadzenie ogromnych rezerwuarów tłuszczu.
dlaczego? bo komórka tłuszczowa, tak samo jak komórka białkowa czy immunologiczna, ma pamięć.
WNIOSEK: jeśli kilkukrotnie w życiu stosowaliśmy dłuższą głodówkę lub restrykcyjną dietę redukcyjną,
to możemy mieć pewność, że komórki tłuszczowe odbudują się z nawiązką,
w efekcie czego dochodzi do sytuacji, kiedy “tuczymy się dzięki stosowanej wcześniej diecie”,
czego sama byłam klasycznym i dorodnym przykładem :(

Do programu Metabolic Balance początkowo podeszłam z rezerwą – ot, kolejna cudowna dieta
zachwalana przez koleżankę koleżanki. Kiedy jednak poznałam Agatę Cezari i posłuchałam jej wykładu,
coś mi w tej durnej łepetynie kliknęło – pomyślałam: to wszystko brzmi tak logicznie, tak racjonalnie
i tak przekonująco, że jeśli okaże się kolejnym dietetycznym bullshitem, to ja niniejszym
dziękuję, rezygnuję i przestaję walczyć o odzyskanie dawnej sylwetki oraz normalnego samopoczucia.
Postanowiłam, że Metabolic Balance będzie moim ostatnim podejściem do tematu odchudzania…
I faktycznie wygląda na to, że tak właśnie będzie :)
Zrzuciłam już 15 kilogramów, czuję się zajebiście (nie tylko z powodu utraty wagi), a mój organizm
zaczął w końcu logicznie funkcjonować.
Nie głodzę się. Przeciwnie – nigdy nie jadłam tak regularnie i tak pysznie jak teraz.
* Agata powiedziała mi, że kiedy odpowiednio dobranym jedzeniem wyreguluję sobie poziomy enzymów i hormonów,
okaże się, że mam naturalne zdrowe “instynkty żywieniowe” i że robiąc zakupy, złapię się na tym, że spontanicznie wybieram te rzeczy,
których mój organizm naprawdę potrzebuje, a te produkty, którymi kiedyś się żywiłam, staną się dla mnie “nie do przyjęcia”.
Po 2 miesiącach trwania programu Metabolic Balance – z ręką na sercu – oświadczam:
Nie mam ochoty na czekoladę, mleko i żółty ser.
Masło orzechowe, ciasteczka i Danone Fantazja nie robią na mnie wrażenia.
Makaron może nie istnieć, tak samo jak chlebek, masełko, ser pleśniowy oraz żelki Haribo. Serio.
Przysięgam, że 99% asortymentu sklepów spożywczych kompletnie przestało mnie podniecać.
Stałam się oziębłą i nieczułą na “comfort-foody” impotentką, której już nie staje na widok “pyszności”,
bez których jeszcze nie dawno nie potrafiłam funkcjonować.
Aktualnie najlepszym deserem jest dla mnie… jabłko.
Nie do końca rozumiem, jakim cudem zaszła we mnie tak diametralna zmiana
i jak bardzo zmieniło się moje nastawienie do jedzenia.
Nie miałam prania mózgu, nie zapisałam się do sekty, nie chodzę na żadną terapię,
a z samą Agatą rozmawiałam do tej pory ze 4 razy – i to wszystko.
Okazało się, że wszystko to jest kwestią przyzwyczajenia
oraz tkwi wyłącznie w mojej głowie, a wyregulowany organizm sam wskazuje, czego mu potrzeba.
W kolejnym odcinku napiszę, jak stosowanie programu Metabolic Balance
wygląda w praktyce i na co dzień oraz o tym, że bez Syd po prostu nie dałabym rady :)))
UWAGA!!!
Drodzy Czytelnicy, w pełni zdaję sobie sprawę, że większości osób
borykających się z otyłością, nadwagą i problemami hormonalnymi
(insulinooporność, choroba Hashimoto, niedoczynność tarczycy)
nie stać na jednorazowy wydatek rzędu 2.500 pln
za badania, profil metaboliczny i całoroczną opiekę dietetyczną.
Mnie także nigdy w życiu nie byłoby na to stać, gdyby nie pomoc Czmudy,
której jestem dozgonnie wdzięczna
i pewnie jeszcze niejeden pomnik jej za to wystawię.
Jasne, że namawiam wszystkich do zainwestowania w swoje zdrowie
i program Metabolic Balance, ale chcę wyraźnie zaznaczyć,
że wskazówki zawarte w opisie programu Metabolic Balance
można juz teraz – bez żadnych nakładów finansowych –
wprowadzić do swojego jadłospisu!
Powszechnie znana i dostępna
dieta bezglutenowa, bezmleczna i bezcukrowa –
niekoniecznie w ramach Metabolic Balance –
zawsze przyniesie pozytywny efekt!
Do dzieła, Dziewczyny i Chłopaki!
Ja walczę nadal – mam jeszcze 15kg do zrzucenia,
ale już teraz wiem, że jest to możliwe i mocno wierzę w sukces!
jestem pewna, że Wam też się uda!
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu







Dodaj komentarz