
schudłam już 14kg. jeszcze tylko kilogram i – tak jak sobie sama obiecałam –
napiszę wam wszystko o mojej diecie.
dlaczego dopiero po utracie równych 15kg?
ot, z wrodzonej przekory.
zważywszy na to, że do tej pory miałam raczej w zwyczaju
popisywać się swoim słomianym zapałem, ogłaszać wszem i wobec, że oto:
“odchudzam się, zaczynam nowe życie i zmieniam się na lepsze”,
wpierdalając sobie beztrosko na boku “tę ostatnią w moim życiu” tabliczkę czekolady,
pizzę, słoik masła orzechowego oraz pół pudełka tofifi.
teraz miało być inaczej. i było.
bez żartów, śmichów-chichów z samej siebie, kombinowania na boku,
zaczynania diety w poniedziałek, kończenia jej w środę, weekendowych obietnic poprawy,
kolejnych “pożegnań z jadłospisem” oraz “jeszcze tylko jedno małe ostatnie ciasteczko”.
było inaczej i zadziałało.
i działa dalej, bo mam do zrzucenia kolejne 15kg.
chcę wrócić do mojej wagi sprzed fazy “kaa-boom!” i iść gdzieś potańczyć.
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu



Dodaj komentarz