
poszło! poszło! poszło w cholerę i nie wróci, mam nadzieję.
przede mną jeszcze 20kg do zrzucenia – dopiero wtedy osiągnę stan zen:
czyli 55 kilogramów, z którymi żyłam do – mniej więcej – 32 roku życia
i było mi z nimi całkiem OK, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
nie wiem, czy ubytek 10 kg jest zauważalny dla otoczenia,
bo nadal skrzętnie ukrywam ciało pod maskującymi “namiotami”
i “spadochronami”. do normalnych ciuchów wrócę być może za kolejne 10kg,
na razie się tylko czaję, a odchudzony tyłek podziwiam w lustrze na osobności
i bez przesadnego entuzjazmu, bo jeszcze dwa razy tyle walki przede mną –
być może o wiele cięższej, bo pierwsze kilogramy zrzuca się ponoć najłatwiej.
lada dzień zbiorę się w sobie i napiszę coś więcej na temat mojej diety.
póki co: zamiast primaaprilisowego suchara, na który i tak nie mam pomysłu,
poranna fota w ramach facebookowej akcji „no make-up selfie for cancer awareness”

po lewej Zazie saute, po prawej – z makijażem.
nie mogę się doczekać, kiedy znikną moje chomicze policzki ;)
chyba powoli zaczynam wierzyć, że tym razem mi się uda…
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu



Dodaj komentarz