jest mi dobrze. jest mi tak dobrze, że aż sama się sobie dziwię. oraz trochę światu,
że mi na to pozwala. codziennie wstaję o szóstej, w radosnym pośpiechu,
nie dosuszam włosów, biegnę przez park, przysiadam w porannym słońcu
na Ławeczce Entuzjazmu im. Sputnik Studio i trwam sobie przez kilka chwil,
przeprowadzając ekspresowo małą fotosyntezę…

potem idę trzy kroki dalej, otwieram właz Sputnika, odblokowuję alarm,
odsłaniam okna, robię sobie kawę, podwijam rękawy i do roboty.

trzy poranne godziny – przed pracą – to mało,
ale dodaję do tego długie wieczory „po godzinach”.

słucham muzyki i dłubię, łączę, buduję, sklejam.
spędzam w mojej mikro-pracowni coraz więcej czasu
i wciąż się zamyślam, odpływam, zawieszam, odlatuję.

to moja kryjówka, podziemna norka, bezpieczny azyl.
moje laboratorium cybernetyczne Jaköba von Bürkhardta.

może uciekam od rzeczywistości. a może rzeczywistość jest szersza niż się nam wydaje.
i pomieści wszystko. wiem jedno – gdybym nie mogła lub gdyby nie dano mi
szperać w zakamarkach innych światów – powszednia realność byłaby nie do zniesienia.
jest jeszcze coś, co nie daje mi spokoju,
ale póki co – z uporem maniaka – skreślam, kasuję, anuluję, odkładam to na półkę,
pakuję do pudełka, owijam szczelnie, wsuwam pod stół, zamiatam pod dywan.
nie mam pomysłu, jak sobie z tym poradzić.
jednak panuję nad sobą. pilnuję się. stawiam do pionu. wyrównuję do marginesu,
sprowadzam do jednego mianownika i zaokrąglam do dwóch miejsc po przecinku.
na razie powinno wystarczyć. im mniej tym lepiej.


Dodaj komentarz