jestem na diecie. oraz w szoku. chudnę.
wszystko przez Czmudę, bo ona też.
a ponieważ chwalić dnia przed zachodem słońca tym razem nie będę,
skóry na niedźwiedziu dzielić jeszcze nie zamierzam,
ani tym bardziej mówić ‘hop!’ w trakcie rozbiegu –
więc wszelkie szczegóły i inne rewelacje zostawię dla siebie.
na inne tematy także pomilczę jeszcze chwilę. w ciszy hoduję muchomory.
przynajmniej tyle mi wolno.

w parku pachnie baziami. albo innymi wykluwającymi się oseskami chlorofilu.
łażę alejkami kilka razy dziennie, ostrożnie omijając długie dżdżownice-deszczownice.
wczoraj po północy księżyc pośród konarów drzew jawił się tak kusząco,
że aż chciało się zawyć. moje zwierzę się budzi.
udało się.
udało mi się wyjść z tej zimy
bez większych uszczerbków na ciele i umyśle.
co teraz?


Dodaj komentarz