
byłam dziś u mojego Doktora od Grzeczności Stosowanej –
spóźniłam się niechcący pół godziny, zameldowałam się, wyspowiadałam
i obiecałam poprawę. po raz kolejny usłyszałam, że ADHD ma się na całe życie
i choćbym nie wiem co i nie wiem jak – to nie ma bata, zostanie ze mną na forever.
gdybym mu w końcu uwierzyła i przestała się ze sobą szarpać,
może byłabym spokojniejsza i zawsze-kurva-uśmiechnięta.
tyle że Syd oszalałaby już do reszty. tak więc nie. przyjmijmy, że nie mam ADHD,
jestem po prostu niegrzeczna, niedobra, narowista i cholerna.
ale mogę z tym walczyć.
co niniejszym czynię, tyle że bez jakichś spektakularnych sukcesów.
praktyka czyni mistrza. oraz odrobina metylofenidatu od czasu do czasu.
nie lubię tabletek, ale siła woli w tym przypadku to za mało – jak się okazuje.
dziś rano pod prysznicem po prostu zamyśliłam się, odpłynęłam, zawiesiłam system.
stałam tak w strugach wody, nie wiem jak długo i nie wiem po co.
i naprawdę nie wiem, gdzie byłam
I got my head checked
by a jumbo jet
It wasn’t easy
but nothing is


Dodaj komentarz