właściwie dlaczego miałabym o tym nie napisać? tak po prostu.
o tym, jak działa mózg depresyjnej osoby z nerwicą natręctw,
o tym co dzieje się w mojej głowie. jak krążą myśli. i dlaczego w kółko.
o tym, że kiedy ciężar rzeczywistości staje się zbyt duży,
dopada mnie stres, niepokój i lęk, a wewnętrzne napięcie
staje się nie do wytrzymania – wtedy wracają dawne objawy.
z całą mocą, jak gdyby nigdy nie bywało lepiej.
a ja czuję wtedy, że to już koniec. wpadam w ciemną czeluść,
która mnie pożera. i wtedy już wiem. i czuję. że moja Mama umrze,
że K. wyjeżdża i nigdy go już więcej nie zobaczę, bo też umrze, gdzieś na Kaukazie
i nawet się o tym nie dowiem. że ja i Syd zginiemy w wypadku samochodowym,
jadąc na Słowację. a nawet jeśli przeżyjemy, to nasze mopsy umrą.
i nie będzie już nic. nic. nic.

podwajam dawkę paroksetyny.
wiem, że obsesyjne myśli zelżeją, kiedy tylko wyrównam
poziom moich słabnących neuroprzekaźników w mózgu.
póki co – jestem w głębokiej czarnej dupie. tak to wygląda. w skrócie.
to się zdarza i nie ma się czego wstydzić.
choruję na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne od 20 lat
i nie zamierzam się tego wstydzić.
nie ma się czego wstydzić. to się zdarza.
i trwa.

There is a black river –
it passes by my window


Dodaj komentarz