ponieważ z zasady wchodzę dwa razy do tej samej rzeki – wróciłam na pokład Sputnik Studio.
i tak oto każdego ranka dziarsko maszeruję do pracy przez śnieżne zaspy parkowych alejek.
maszeruję całe 5 minut, gdyż międzygalaktyczny kosmodrom Czmudy zatoczył koło nad okolicą
i osiadł pośród wiekowych drzew skweru Sue Ryder na Starej Ochocie.
jestem więc u siebie. i jest mi dobrze.
postaram się tego nie spieprzyć i nie zainfekować swoim wewnętrznym chaosem,
kociokwikiem i wrzaskiem, który raz po raz – z niewiadomych przyczyn –
rozbrzmiewa w mojej głowie, zagłuszając wszystko dookoła. shut the fuck up!
tymczasem przyozdobiłam sobie Sputnikowe biurko lampeczkami:

porozstawiałam zabawki. nabałaganiłam. upaprałam stół. wyżarłam Czmudzie jedzenie. siedzę, wymyślam, piszę.
przy okazji zdemolowałam architekturę systemu Windows8 na nowiutkim białym laptopie.

mogę wydawać z siebie różne dźwięki. tutaj wiedzą, jaka jestem. nie muszę nikogo udawać.
czuję się bezpiecznie. między biurkami biegają mopsy.

Syd wpada od czasu do czasu z miseczką kaszy jaglanej.
Agni podarowała mi całą siatę stylowych emerytek Barbie:

a Sputnik ostatnio nakręcił taki ładny teledysk dla Rebeki:
jest fajnie. jest dobrze :)


Dodaj komentarz