wturlałam się dziś rano na wagę i…
80kg jak w pysk strzelił!

fakinszit-kurwa, pierogi, makowiec, wiśniówka, pigwówka, whisky, japierdolę.
aktualnie moje odchudzanie to jest śmiech na sali i rolowanie blanta na bekstejdżu.
dlatego w naszym porządnym mieszczańskim domu pojawił się orbitrek,
na którym zamierzam bić wszelkie rekordy świata celem zostania miss fitness.

ścieżkę dźwiękową macie TUTAJ
ps. pamiętajcie, że nie musicie lizać umywalki!
tymczasem ja wracam na maszynę.
mój poranny „urobek” wyglądał tak:

druga sesja planowana jest na wieczór ;)
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu



Dodaj komentarz