
otarłszy łzy, wydmuchawszy smarki i przemywszy zimną wodą napuchnięty od płaczu ryj, czas spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć… ojezu. nie. wróć. czas spojrzeć przed siebie i powiedzieć: chuj z tym. od teraz musi być lepiej! „Mimo mej odwagi, mimo szybkości, zręczności i obrotności mego konia, nie zawsze odnosiłem w wojnie…

przedostatni dzień mijającego roku przepłakałam sobie rzewnie i gorzko, wyznając ostatnie grzechy zaniechania, unikania, wycofania i wszelkiej wsobności, schyłkowa spowiedź dziecięcia wieku szła mi zresztą jak po grudzie, bo wciąż brakuje mi najprostszych słów. niby mam je na końcu języka, ale kurczowo trzymam go za zębami – dla dobra…

Olgo, Zazie, Człowieku… czy jak Cię tam jeszcze wołają… – na boga, ileż można?! ileż można tłuc w kółko o tym samym?! owszem, Eskimosi mają dziesiątki określeń na wszystkie odcienie śnieżnej bieli, matematyka dyskretna bawi się niezliczonymi permutacjami wszystkich możliwych przypadków, ty zaś rozpaczliwie żonglujesz tysiącami słów – coraz szybciej…

święta to czas słuchania przesłodzonych amerykańskich piosenek, które wprost uwielbiam. ale tylko o tej porze roku. to żywa choinka, na którą wydajemy ostatnie pieniądze… i światełka, mnóstwo światełek, które wiszą absolutnie wszędzie, nie tylko na choince. no i pierniczki, które piekę obsesyjnie i ozdabiam. i są ich…

Words are flowing out like endless rain into a paper cup They slither while they pass, they slip away across the universe Pools of sorrow, waves of joy are drifting through my opened mind [Fiona Apple, Nothing’s gonna change my world] Refleksja podsumowująca miniony tydzień jest taka, że jednak…

drugi dzień grudnia po raz kolejny przeszedł do historii, z roku na rok robiąc na mnie coraz mniejsze wrażenie. choć jednak nadal – kiedy pieczołowicie zapisuje tę datę w moim czarnym notesiku traum [TU] – odruchowo wstrzymuję oddech, zaciskam powieki, krzyżuję ramiona i chowam się w sobie jak najgłębiej. bliscy…

och, wymądrzam się na cudze tematy, daję innym dobre rady, sprzedaję cudowne recepty i czarodziejskie lekarstwa. o wszystkich innych – na życzenie – mówię wszystko. sama o sobie – tak naprawdę nic. choć w środku mi płonie, gotuje się i bulgocze – nie przyznam się do tego nigdy. przed nikim.…

w obszernym katalogu moich grzechów głównych i błędów kardynalnych poczesne miejsce zajmuje występek zaniechania, popełniany niestety świadomie, bezwstydnie i permanentnie. oraz na wszelkie możliwe sposoby. trochę z głupoty. trochę z beztroski. ale głównie ze strachu. jeśli ktoś podejdzie do mnie zbyt blisko; jeśli coś weźmie mnie z zaskoczenia lub po…

moje niemal codzienne dziarskie marsze z patykami – noga, ręka, noga, lewa, prawa, lewa, pięta, palce, pięta – stawiają mnie do pionu i przywracają trzeźwość myślenia; prądy rześkiego powietrza – by nie powiedzieć “kieleckie wypizdy” – raz za razem smagają mnie po łydkach, podszczypują w uda i dają całkiem porządnego…

trochę mnie ta ostatnia notka o ciąży i depresji – z powodów osobistych – rozłożył na łopatki. więc zamilkłam. ale już jestem. i pewnie zaraz napiszę coś głupkowatego, żeby tylko przerwać tę nieszczęsną i krępującą ciszę. terapeutka zapytała mnie ostatnio, co by się stało, gdybym w końcu przestała wszystko w…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek