
po homeopatycznej dawce zopiklonu i sześciu godzinach umownego snu wstałam do życia bardziej niż mniej. a to już znaczący postęp i maleńki sukces. podwójne espresso w Posłańcu Uczuć i mroźne powietrze przesycone słońcem. rzeczywistość – jak dotąd – zadowala mnie w pełni. jakkolwiek wewnętrznie nic się nie zmieniło – nadal…

po kolejnej nieprzespanej nocy podkurwiłam się już nie na żarty – no bo co to ma być, do jasnej cholery?! czy ja wyglądam jakbym miała czas i siłę na takie zabawy?! gonitwo myśli, spierdalaj. z tej całej rozpaczy włamałam się do Sydowego opakowania krówek i zapodałam sobie mega wielkiego cukrowego…

aktualnie nie mam nic do napisania, bo się miotam. wściekle. kiedy wewnętrzne ciśnienie wzrasta do poziomu alarmowego – przestaję spać. a jeśli nawet zasnę, to krzyczę. jest mi gorąco. skronie pulsują pod opuszkami palców, zwierzę próbuje się wydostać. tylko spokojnie. bez emocji. sytuacja jest do opanowania. aplikuję sobie rozpaczliwe dawki…

a teraz konkretnie, po żołniersku i bez pensjonarskich metafor pełzających po “zamkniętych na głucho pokojach” – mówię, co następuje: blog Zazie zostaje. nie po to przez 11 lat nakurwiałam noteczki, obrazeczky i fidrygałki, żeby teraz zejść z pola bitwy i kurcgalopem uciekać przez krzaki oraz knieje, bo się panience fejsbuczek…

przepraszam, że tak bez słowa ostrzeżenia zrobiłam bloga na szaro. i na cztery spusty. mało elegancko, ale bardzo w moim stylu. ona miała dość, więc ona wyszła. trzasnąwszy drzwiami, strąciwszy wazon i niechcący stłukłszy żyrandol. nie, bez sensacji, nikt mnie na blogusiu czy fejsbuniu nie obraził, nikt mnie nie dotknął,…

coraz częściej zdarzają mi się wielodniowe przerwy w blogowaniu – zazwyczaj wtedy, gdy emocje buzują, a język mógłby niechcący napleść godnych pożałowania głupot. trzymam go wtedy za zębami, zaś ręce głęboko w kieszeniach. kurczowo. kopię kasztany, przeskakuję kałuże, nadeptuję na liście. namiętnie uprawiam cichą spacerologię, skrzętnie omijając drażliwe i zbyt…

Dzisiejsza notka miała być o kawie, jako że po miesiącu diety stwierdziłam, iż bez słodyczy da się żyć, lecz bez gorzkiej czarnej kawy – nie bardzo. Niestety z samego rana – zamiast kawy – ciśnienie podniosło mi coś innego. Otóż była sobie taka knajpa – Zakątek – przy Chmielnej. Chadzałam…

przeglądając od czasu do czasu statystyki dev.zazie.com.pl, widzę jak wiele osób przybywa tutaj z różnych zakątków internetu, wpisując w google “chustka”, “joanna sałyga” + resztę związanych z nią słów kluczowych – i nie znajdują u mnie nic. nic, prócz kilku notek. żadnych wspomnień, blogowych łez, gorących newsów na temat Niemęża,…

ostatnia notką (na temat odkwaszania, odrobaczania i ziół) niechcący wsadziłam kij w mrowisko – żeby nie powiedzieć… palec w kupę. jako że szanuję wasze kiszki stolcowe, nie zamierzam was namawiać do picia szałwii z piołunem ani robienia sobie lewatywy – być może sama za miesiąc stwierdzę, że był to pomysł…

uwaga, wrażliwi! nie czytać! ostrzegałam. nie od dziś wiadomo, że lubię uchodzić za osobę mega skomplikowaną o zajebiście przebogatym życiu wewnętrznym. deal with it. no ale co za dużo, to i świnia nie zje. dlatego też, analizując dogłębnie kwestię mojej diety i odnowy moralno-biologicznej, zaczęłam się ostatnio zaczytywać w…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek