
od końca zeszłego lata przez moje niebo przetoczyły się wszystkie burze i deszcze sezonu, stalowoszare wody i rozpacze jesieni, śnieżne nawałnice ciężkich myśli i sople pod paznokciami. here comes the sun, little darling. moje skrzydła wracają zza siedmiu mórz.

rozkładało mnie na raty od dłuższego czasu, aż w końcu rozłożyło mnie na łopatki i części pierwsze. padłam jak mucha rażona lepkim jęzorem grypopodobnej gadziny. i jak padłam w piątek, tak leżalam do dzisiaj. wlaściwie to nadal leżę, bo nie pomaga nic, choć dobre kumy radziły miód, czosnek i moczenie…

są takie chwile, kiedy paroksetyna, wenlafaksyna i reszta wszelkiego gówna po prostu nie pomaga. nie działa. i już. to są te zwykłe, codzienne chwile, w których chce nam się płakać, bo we własnym mniemaniu zostaliśmy zranieni, odtrąceni czy co tam sobie jeszcze wymyślimy. bo oczywiście nie mamy racji, o czym…

powiem wam, co jest emocjonujące – mój nowy komplet dłut linorytowych, japońska herbata z ryżem od Monchhichi, sześć zaległych i niezapłaconych faktur od klienta oraz zablokowane połączenia wychodzące w telefonie. a także moje zapalenie krtani, generalne porządki, paroksetyna w dawce 40 mg, sok z marchwi i pomarańczy oraz wiosenny świergot…

nikt nie posiadł monopolu na piękno, dobro i jedynie słuszną prawdę – zwłaszcza tę głoszoną w internecie. dlatego też należy się poważnie zastanowić, zanim się radośnie wciśnie enter lub opublikuj. tymczasem – patrzę i oczom nie wierzę. czytam i w głowie mi się nie mieści. jestem srodze i po wielokroć…

przeglądając internety, przecieram ze zdumienia oczy. niech żyje bal! ja wiedziałam, ale nie powiedziałam. ona nie wiedziała, bo dopiero ja jej powiedziałam. ona powiedziała, co wiedziała, a reszta powtórzyła, choć nie musiała, bo 80% pań z Gdańska i Warszawy i tak nie widzi różnicy. what an emotion! please copy and…

a raczej: nie śpię, bo przytrzasnęłam sobie szyszynkę drzwiami od kredensu. kilka tygodni temu coś mi się poprzestawiało w głowie, przemeblowało i zaklinowało – skutkiem czego: przestałam spać. trzymam kredens. lub kredens trzyma mnie. w kleszczowym uścisku. Co robić, droga redakcjo? Jak żyć? Jak spać? Pomóżcie, dobrzy ludzie, napiszcie –…


aktualnie jestem niestabilna i zawirusowana jak nie przymierzając Windows ME. nos mi katarzy i krwawi, w krtani skrobie, skronie pulsują, oczy bolą, a pod żuchwą wywaliło mi krągłego kosmitę, który skutecznie utrudnia mi obracanie głową. oczywiście, kiedy Syd mówiła, żebym zakładała czapkę, brzęczałam zawzięcie, że jestem odporna i niezniszczalna. do…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek