
* * * * * Mam na imię Olga. Nie po babci, nie po cioci, lecz po Tatusiu. A dokładniej po Korze z Maanamu. Serio serio. Dzięki, Tato! ;* Dopiero od kilku lat doceniam moc i energię tego…

zawsze wie lepiej. po stokroć. a na medycynie zna się bardziej niż dr Google i cała ekipa Seattle Grace razem wzięta. dlatego zaleczywszy grypę żołądkową opakowaniem nifuroksazydu, dwoma litrami coca-coli i gorzką czekoladą, trzeciego dnia uznała się za ozdrowieńca i poszła na spacer, a następnie nawpierdalała się arbuza i wiśni.…

czego mi brakowało do pełni szczęścia? oczywiście, że wirusa grypy żołądkowej. jestem zielono-fioletowa i najlepiej na świecie jest mi na dywaniku między wanną a sedesem. przeleżalam cały dzień w lóżku – najpierw w boleściach i konwulsjach, potem senno-nieprzytomna. nie wiem, czy na to się umiera, ale jeśli tak dalej pójdzie,…

nie dziwię się, że niektórzy mi zazdroszczą. jest czego. przecież mogę sobie pozwolić na luksus depresji, relaksującą rozpacz i twórcze gapienie się w sufit. bo – rzecz jasna – nie czekają na mnie żadne długi do spłacenia, rachunki i raty kredytu hipotecznego, żadne zobowiązania zawodowe i żadni ludzie, wobec których…

jestem, obecna. ale zgłaszam nieprzygotowanie do zajęć i brak pracy domowej. przepraszam. pomilczę jeszcze chwilę, a potem wszystko opowiem, dobrze? o diecie, owsiance i kaszy jaglanej, o sprzątaniu i myciu podłogi octem, o upale i włosach, które schną w pełnym słońcu, o tym, że najpierw nie mogę spać, a…

sama w domu. ogłuszam się muzyką. dopadł mnie niż. gdyż. znowu wątpię. powoli dociera do mnie, że pomimo rozpaczliwych codziennych prób zaistnienia – zawsze będę niedorzeczną obietnicą i niespełniającą się przepowienią. gdyby nie moje gabaryty – rzekłabym, że jestem ot, fraszką, błahostką, maleńkim stylistycznym lapsusem, zabawnym w formie, lecz…

nie chce mi się gadać. nie chce mi się otwierać ust. wszystko, co powiem, wraca do mnie głuchym echem i brzmi jeszcze bardziej absurdalnie niż zazwyczaj. w tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak czekać. skrobać paznokciem w szklaną taflę, bębnić opuszkami palców, pozostawiając niewyraźne ślady, po których i…

strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu – Co robif? Pracki? – To naleśniki, Kumeczku. – Nareśniki czyri duże pracki…? – Nie będę tego jadła… Nie rubieu… – A daj buziaczka! – No dobra… Buziaczki ruuubieu…

co mnie ostatnio zajmuje? robię zaocznie specjalizację z lalczanej okulistyki i irydologii malowanej: oto świeżutka porcja ręcznie malowanych eye chipów dla moich lalek Blythe zaś pozostając w temacie zaocznej okulistyki – przedstawiam mój dzisiejszy zakup: wybrałyśmy się dzisiaj na zakupy warzywne i okazały się oneż bardzo owocne. pomarudziłam i…

odkąd, wraz z tegoroczną wiosną i dużą dawką paroksetyny, wyszłam z trwającej niemal rok depresji – znów zaczęłam malować oczy i rozpuszczać włosy, a kupiwszy sobie pół tuzina czarnych spodni (zdolnych pomieścić parostatek, orkiestrę dętą oraz mnie samą) oraz tyleż samo czarnych bluzek o powierzchni co najmniej spadochronu – zaczęłam…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek