rzeczywistość wessała mnie bez reszty, mam energię, mam sny,
wszystko wodzi mnie na pokuszenie oraz za nos, wprost na manowce.
ale jest dobrze. nawet bardzo. paroksetynę zmniejszyłam do 20 mg.
niestety nie chudnę, zatrzymałam się. zabałaganiłam dietę.
nie szkodzi, przecież i tak każdego dnia zaczynam samą siebie od początku.
to co do pojęcia trudne i niewymowne dla mowy
oczywiste staje się na poziomie komórkowym.
co jeszcze? dużo, dużo rzeczy. ale nie teraz. teraz nie mam czasu. za dwie godziny wsiadamy do aeroplanu
lecącego na Wyspy Mgły i Deszczu. z braku zdjęcia do notki wrzucam wam zlepek ostatnich dni z instagramu Zazie.
aha, wiem co jeszcze – mam problem z wyrażaniem radości w cywilizowany sposób. w ogóle i generalnie mam problem
z wyrażaniem emocji w jakiś normalny, ludzki, cywilizowany sposób. więc nie wyrażam ich wcale. albo zachowuje się jak dzikus.
reszta po powrocie. cześć! :)

ja jestem James! James! James Lovelock!
gorący jak jądro, lekki jak obłok!


Dodaj komentarz