a teraz konkretnie, po żołniersku i bez pensjonarskich metafor
pełzających po “zamkniętych na głucho pokojach” –
mówię, co następuje:
blog Zazie zostaje.
nie po to przez 11 lat nakurwiałam noteczki, obrazeczky i fidrygałki,
żeby teraz zejść z pola bitwy i kurcgalopem uciekać przez krzaki oraz knieje,
bo się panience fejsbuczek przestał podobać i gromadne bicie piany
na gładkiej tafli niezmąconego głębszą myślą bagnistego wirtualnego bajora.
facebook mnie zepsuł. ja sama na własne życzenie dałam się zepsuć.
w społecznościowym tłumie zatraciłam poczucie własnej wartości, spójności i sensu.
jestem wszędzie i zarazem nigdzie.
rozproszyłam się. rozmieniłam na drobne. rozpieprzyłam w pył.
nie ogarnę kilkuset kontaktów na fejsie, nie poskładam się z cudzych lajków
i własnych statusów, z check-in’ów na foursquare’ach, tweetów i fotek na instagramie.
tego jest za dużo. za szybko. za często.
skutkiem tego coraz trudniej mi z prawdziwymi ludźmi być i rozmawiać,
bo gdy tylko otwieram usta, to zaraz się boję ,
że nie streszczę się w lajku, głasku i zgrabnym zdawkowym komentarzu –
tylko rozciągnę w przydługą niemodną narrację i zanudzę, zamęczę, osaczę.
więc zamiast tego milknę albo pierdolę farmazony. a najczęściej milknę i chcę do domu.
panikuję na dźwięk dzwonka komórki. nie odbieram. odwołuję umówione spotkania.
szukam wymówek. lawiruję. ostatnio przestałam nawet odpisywać na maile.
wiem, że ta równia pochyła doprowadzi mnie na samo dno.
bardzo się boję, że znów pogrążę się w depresji.
zima to wprost wymarzony czas na tego typu przedsięwzięcia.
oto przed nami pół roku życia w mroku – oto mgliste jesienne poranki,
w które budzę się zbyt wcześnie i długie zimowe wieczory, które przeciągają się w bezsenne noce.
tymczasem wróg czai się z tyłu głowy. stoi w cieniu.
niezrównany mistrz drugiego planu. cichy wielbiciel. bezwzględny stalker.
czeka na mnie tuż za rogiem.
oraz puka do drzwi, pytając czy jest suchy chleb dla konia.
no kurwa, znów się rozpisałam. wiedziałam, że tak będzie. a nie mówiłam??!!
a miało być krótko. o tym, że:
– bloga pisać nie przestanę, kropka. monodram trwa. mój egocentryzm i rozbuchana osobowość
muszą się wyżyć, bo inaczej nie dadzą mi spokoju. a wtedy ja nie dam go moim najbliższym.
– konto na facebooku (wraz z fanpagem) przywróciłam tylko po to, by móc zamieszczać linki do nowych notek
oraz umożliwić miłośnikom faceboka komentowanie mojego bloga poprzez ich fejsbukowe loginy
– bardzo proszę, abyście jako moi Czytelnicy (których cenię i szanuję bez względu na poglądy
i często odmienne zdanie w dyskusjach) komentowali moje notku tutaj na blogu,
nie zaś na facebooku pod linkiem do danego tekstu. link jest tylko odsyłaczem, a nie treścią samą w sobie.
– nie chcę przesiadywać na FB i dyskutować, odpisywać, sprawdzając co chwilę nowe komentarze.
zresztą sami wiecie, że na facebooku wystarczy godzina, aby wszystko się „przeterminowało”, zdezaktualizowało
i spadło na samo dno walli, feedów i tablic, niknąc tym samym w chaosie setek podobnych postów, zdjęć i statusów.
– wiem, że komentowanie wpisów bezpośrednio na blogu może się wydawać zbyt… staroświeckie, kameralne
czy technicznie niewygodne, ale bardzo mi na tym zależy. dlatego nie będę odpisywała na facebookowe komentarze
ani wdawała się w dyskusje na własnym czy cudzym wallu. na pewno stracę w ten sposób wielu dyskutantów, czytelników
czy obserwatorów, zaś statystyki bloga polecą w dół. wiecie jednak w jak głębokim poważaniu mam te wszystkie rankingi
i wskaźniki popularności w blogosferze – z całym szacunkiem.
– aktualnie dostosowałam bloga tak, aby Czytelnicy mogli komentować go także poprzez swoje konta facebookowe
oraz inne serwisy społecznościowe, z których korzystają.
– z pewnością macie świadomość, że blogi istnieją dzięki swoim czytelnikom. piszę nie tylko sobie a muzom.
lubię, gdy komentujecie, gdy się odzywacie – tak po prostu, nawet gdy (jak twierdzicie) “nie macie nic do powiedzenia”.
ja też nie mam. ale nie chcę przestać mówić. bo się oduczę i zdziczeję do reszty.

a poza tym umawiam się na kawę. z ludźmi. w realu.
tak, wiem. sounds weird…



Dodaj komentarz