po tej wiośnie obiecywałam sobie więcej niż wiele oraz dużo.

tymczasem nadeszła, a ja nie zdążyłam jeszcze otrząsnąć się z zimowego kurzu, który osiadł na mnie grubą warstwą. dosłownie. grubą.
jak się czuję, będąc cięższa o 10kg niż w minionym maju?
powiem wprost: zajebiście
chujowo.

tymczasem leżę i hejterzę.
na trawie, a jakże.

tak na serio to skończyły mi się już pomysły, jak mam sama ze sobą postępować. żaden sposób na mnie nie działa.
nic i nikt nie jest w stanie zapanować nad moim nieumiarkowaniem.
w każdej sferze życia.

męczę się. frustruję. złoszczę. i tracę nadzieję.
ruch to zdrowie. odciążysz głowę, duszę i dupę. hopsasa.

nie zajmuje mnie to. nie czerpię przyjemności z rowerowej mobilności.
wymyśl coś, proszę, i mnie zmuś!

no już!
jak się zmuszacie? motywujecie? inspirujecie?
prośbą? groźbą? terrorem psychicznym?
pytam, bo naprawdę potrzebuję pomocy.
albo potężnego kopniaka w dupę.
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu



Dodaj komentarz