miniony tydzień zainspirował mnie do podjęcia pewnych decyzji
i nakręcenia ajfonkiem filmu moralnego niepokoju:
przerażenie w oczach – bezcenne!
czy da się przejechać ponad 100 kilometrów na oparach benzyny? och, według Zazie oczywiście, że ofkors!

moja siła perswazji jest tak powalająca, że zdołałam przekonać Syda, że po drodze będzie jeszcze bombilion stacji benzynowych…

no ale trochę przestrzeliłam. nie było ani jednej.

tymczasem nasz niezawodny Saabuś pokazał, że „benzinku niet” i że jednak trochę zupki by się przydało,
bo on w takich warunkach to nie będzie kręcił kółeczkami.

czyli jesteśmy w dupie. a raczej w środku lasu. na ostatnich kropelkach paliwa – tych z samego dna baku, poniżej lini 0,000 litra –
poturlałyśmy się jeszcze po okolicznych drogach, napotykając samych starych dziadków na rowerach,
którzy o benzynie gdzieś kiedyś słyszeli, ale jeszcze za czasów, gdy sami mieli traktor Ursus. czyli jakieś półwiecze temu.

z Jazgarzewa dotoczyłyśmy się do Gołkowa…

gdzie kazali nam się weselić. i tak też uczyniłyśmy na widok stacji benzynowej.

konkret. korki. joł.

Festiwal Sztuka Ulicy.

nad naszą wsią przeleciał meteoryt…

dobra, jesteśmy na miejscu. tutaj będą mnie, Zazie – czyli Pikusia – naprawiać…

a wiecie, taka eksperymentalna terapia – jazda na wrotkach popod balustradami malowanymi na murze w trójwymiarze…

open bar i last supper. long time ago.
a reszta to tajemnica. może kiedyś opowiem ;)


Dodaj komentarz