zawsze to samo. gdziekolwiek pojedziemy – napstrykam brazylion zdjęć, a potem po powrocie wpadam w wir zdarzeń
i już nie mam czasu ich obrabiać, wrzucać na bloga i opisywać w notkach.
a potem to już zapominam, już minęło, czas przeszły dokonany.
mimo wszystko postanowiłam odgrzać kilka porcji tych zimnych kotletów.
pamiętacie, że w kwietniu byłyśmy na Blythecon Barcelona – fotki TUTAJ
a poniżej filmik nakręcony przez organizatorów:
no ale zanim Orka i Zoja wraz z ekipą Blythe Polska rzuciły się w wir międzynarodowego życia towarzyskiego – musiały najpierw
dać się pożreć i wejść do brzucha wielkiego metalowego ptaszora…

– Witam państwa z brzucha metalowego ptaszora-mutanta! Znajdujemy się na wysokości śledziony oraz powyżej pułapu chmur!

– Som to psze państwa chmury pterodaktyliczne oraz samopowielające się cyklicznie…

– Czy ja jednak mogłabym tam pojechać normalnie… nie wiem, rowerkiem?!
– Jakim rowerkiem?! Oszariłaś?!!

– My jesteśmy nowoczesne rarki! Ratamy meta-ptaszorem na baterie! I przestań siem czonść, Zojka-bojka!!!

– Ty mi lepiej wytłumacz, jakim cudem to w ogóle lata!!!
– Zojka, to jest proste jak… jak… latanie! Raz się nauczysz i zawsze umiesz!
– To działa chyba tylko z rowerkiem, wiesz Orka? Meta-ptaszor to inna bajka…

– Cekaj, wydostanę się na skrzydło i ci pokażę! Tylko z kopa muszę szybkę ten-teges…
– Może lepiej nie kop, Orka… Wiesz, bo tu jest taka naklejka, żeby lepiej nie otwierać okien!

– Nie martw się, Zojka! Uchylę tylko szparkę i się przecisnę! Nawet nie będzie przeciągu!

– Mówię ci, mam wszystko opracowane… Już nie raz byłam na skrzydle!
– No to tym razem możesz sobie darować!

– Ja ci wierzę na słowo. Faktycznie, latanie jest bardzo proste. I na pewno to potrafisz, serio serio serio.

– Właściwie to już prawie cię widzę na tym skrzydle! Idziesz i fikasz nóżką, machasz łapką, kręcisz młynka… No cała ty!

– Tylko ja cię proszę, nie rób nic głupiego…
– Spoko, dziefczyno Zojo… Możesz mi zaufać. Serio serio.

– W brzuchu meta-ptaszora jest zupełnie sympatycznie…
– Nie no, nie przeczę, rarko Zojko-bojko. Ale prawdziwe hi-meny balansują na skrzydle!

– Orka, nie musisz być hi-menem…
– No ale jestem, rarko Zojko… Taka się urodziłam. Po prostu ekstra oraz super.

– Doceniam to, rarko Orko. Aczkolwiek zobacz, jadą tutaj soczki i czipsy, może reflektujesz?

– Szczwany plan, rarko Zojko! Jak mniemam, ma to odwrócić moją uwagę od rzeczywistego biegu zdarzeń za oknem!

– Erm… no… Ekhm… Całe szczęście widać już ziemię!

– O, teraz jak bym się wychyliła, to bym ci nabrała wody do kubeczka, rarko Zojko!
– Dziękuję ci, to bardzo rycerskie, aczkolwiek piłam soczek…

– No to żałuj. Bardzo pyszna woda. Ze świętego bajorka La Sagrada Guano Gusto!
– A słyszłam, że podobno kawę też mają dobrą…

– Nie wiem, rarko Zojo, ja kawy nie pijam, bo mnie po niej „czepie” oraz „czensie”…

– Ciebie to nawet bez kawy czepie i czensie, rarko Orko… – mruknęła Zoja bardziej do siebie niż do Małego Kasztana

tymczasem Mały Kasztan wybrał się do kabiny pilotów z zamiarem przetrenowania pewnej kwestii<
którą już kilka razy widział w swoich ulubionych filmach o policjantach i złodziejach

– To jest napad!!! – zapiszczał Kasztan, z kopa otwierając drzwi do kabiny pilotów – To znaczy… porwanie!

– [ facepalm ]
– A jakie są twoje żądania, Mały Kasztanie? – zapytała stewardesa, pochylając się nad plastikowym karzełkiem

– Żądam, żeby… Wylądować! Ale już! Na-ten-tych-miast!!! – wydarła się Orka.

– Nie bój się, rarko Zojko! Porwałam ten samolot i za chwilę lądujemy! Będą także ciastka!
– Baa – rcee… roo – naa…

– Tutaj nas porwałam! Na wakacje!
– Ojej, jaka niespodzianka, rarko Orko!!!

– No przecież mówiłam, że jestem super oraz ekstra!


Dodaj komentarz