tyle mam wam do napisania, że aż mi z niewystukania i niewysłowienia pulsują opuszki paluszków.
postanowiłam jednak wstrzymać się nieco i dokończyć moje opus magnum,
któremu od wielu tygodniu oddaję się z pasją i nienawiścią, wściekłością i wrzaskiem, dumą i uprzedzeniem.
otóż – sprzątam.
układam, porządkuję i systematyzuję ekosystem mojej pracowni:

czym zajmuje się moja firma? wszystkim.
i choć do copywritingu i pisania tekstów nie potrzebuję niczego, prócz komputera i w miarę przytomnej głowy,
to do reszty rzeczy potrzebuję wszystkiego: całego gabinetu osobliwości, repozytorium cudowności
i pierdyliarda obiektów, których użyteczność na pierwszy rzut oka może się wydawać wysoce dyskusyjna.

nie potrafię wam tego wytłumaczyć. to widać dopiero potem, kiedy scena jest gotowa,
a bohaterowie odchrząkują przed wypowiedzeniem pierwszej kwestii.

wcześniej czekają stłoczeni – w pudełkach i w mojej głowie.

zaprowadzam porządek, dokonuję segregacji gatunkowej.

w tym tłumie każdy jest ważny i potrzebny.

moje obiecujące koryfejki.

♥ Syd, dziękuję Ci, że to znosisz ♥

segreguję zastawy rodowe dynastii von Burkhardtów

ostatnie przygotowania przed próbą generalną z rekwizytami.

dobra, wracam do sprzątania.
na pytanie: dlaczego? po co?
odpowiadam:
I have to feed my head.


Dodaj komentarz