
trochę mnie nie było, tak więc w krótkich żołnierskich słowach
melduję, co następuje:
po deszczowym tygodniu spędzonym w salonie
szczelnie wypełnionym pięcioma mopsami, z których
– jeden szczał gdzie popadnie,
– drugi permanentnie darł ryja,
– trzeci przyssał się do mnie niczym huba,
– czwarty miał focha lub początki psychozy,
– a piąty próbował odgryźć łby czterem pozostałym
oraz dedlajnem, który trzymał mnie na krótkiej smyczy
w promieniu 1 metra od klawiatury komputera –
muszę przyznać, że efekt kozy rabina istnieje
i może oto przybierać naprawdę spektakularne formy.
na samą myśl o umyciu podłogi po tym wszystkim –
doświadczam prawdziwie egzotycznego szczęścia.
proza życia. skończyłam pisać, idę tańczyć na szmacie.


Dodaj komentarz