to bardzo w moim stylu. do tego stopnia, że blog obrzydł mi już do reszty.
z obawy, by nie zakończyło się to jakąś trwałą rozpierduchą w html, php i css – postanowiłam, że
włączę go póki co w trybie awaryjnym: bez podstron, migających ozdobniczków, podświetlanego kursora,
animowanych bannerków, generatora złotych myśli oraz emitera uogólnionej szczęśliwości.
póki co – funkcjonują same notki,
a docelowo pierwsza strona bloga będzie wyglądała mniej więcej tak:
… może za kilka dni, a może nie wiem kiedy. gdyby nie Syd i Ukaszek, to już dawno rzuciłabym to wszystko w diabły,
a sama padłabym na podłogę targana spazmatycznym szlochem. bez powodu, rzecz jasna. ot, tak sobie.
sama nie wiem, czy dalej pisać tego bloga, czy dać sobie spokój.
pytanie tyleż histeryczne, co retoryczne, bo zadaję je sobie od 10 lat
i wciąż z uporem maniaka fikam te kuriozalne koziołki w internecie. taka karma.
oprócz tego – poszłabym z kimś na kawę, pogadać, pomilczeć, pogapić się w przestrzeń… –
ale jakoś nie mogę wstać z miejsca i przejść przez drzwi.



Dodaj komentarz