każdego dnia powinnam być gotowa do wyjścia na powierzchnię
i brodzenia w rzeczywistości. bez żadnego punktu podparcia,
falując w nieważkości, z przesuniętym punktem ciężkości
w stronę nieokreśloności. przeraża mnie to na tyle,
by zawczasu zaniechać wszystkich ruchów. i czekać.
czekać, co nastąpi. siedzę ze skrzyżowanymi na piersiach rękami,
patrzę na przelatujące przez moje niebo planetoidy.
im szybciej, tym lepiej. ekspresowa eliminacja zakłóceń.
naturalna selekcja bodźców. final countdown.


Dodaj komentarz