
kocham śnieg. zimowy plakacik, na całej połaci, w przeróżnej postaci – śnieg.
spada i… po problemie. śnieg zakrywa wszystko.
przede wszystkim miasto, które zimą jest czarne i ciężkie. tak brzydkie, że aż bolą oczy.
śnieg jest cukrem pudrem, którym posypuję sobie rzeczywistość na osłodę.
* * * * * * *
___ *
* _|___|_ * *
* '=/a a\=' * * * *
* \ _ / *
* _\__/ '-' \__/_
/ \ o / \
* / '---' \ *
... | o | *
---.---\ o /-----.---
'-----'`
* * * * *
* * * * * * *
Bianka rozpoczęła ten dzień mocnym kopnięciem z buta. Drzwi przymarzły do framugi i nie chciały się otworzyć.
A przecież Bianka chciała wyjść, więc sami rozumiecie.
Patykowaty rudzielec nie lubi, gdy ktokolwiek mu się sprzeciwia. Zwłaszcza drzwi.

– Huu… Huuuuuuuu!!! – Bianka puściła parę z pys(zcz)ka i przez chwilę obserwowała, jak biała chmurka
rozpływa się w mroźnym powietrzu. Potem zrobiła śmiały krok naprzód i…
– Oszszpsiakrewcholera!!! – szpetnie zaklęła

i splunęła siarczyście śniegiem, który niespodziewanie wypełnił jej usta, oczy i uszy.
– Iiiiii… hahahaa! Ty ofermo batalionowa!!! – skorzystała z okazji Orka, odgryzając się Biance
za wszystkie kpiny i upokorzenia ostatnich dni.

Bo to zawsze Orka ląduje z twarzą w talerzu pomidorowej, spada ze stołu pociągając za sobą żyrandol i wylewa na siebie
całą spienioną zawartość pralki. A teraz – proszę! – oto Bianka leży w śniegu, ciamajda jedna,
a Orka dziarsko ciągnie sanki, wyszarpując je przez drzwi prawie z framugą.
– Aałaaa! Moja nóżka! Mam teraz jedną nóżkę bardziej! – piszczy Bianka, podstępnie zerkając na Orkowe sanki.

A Mały Kasztan – wiadomo – dobry dzieciak. Zapakowała rudą małpkę na sanki i ledwo ciąąąągnieeeee…
Tymczasem Janinka…

po kolana w zaspie – podjęła męską decyzję: – Czas odśnieżyć podwórko!
ślizgając się po oblodzonej ziemi…

Janinka rozpoczęła jazdę figurową na miotle… początkowo szło jej całkiem nieźle.
ale po kolejnym piruecie z toeloopem…

zaliczyła twarde lądowanie w półszpagacie. to było zbyt wiele dla Janinki!
Janinka jest bardzo spokojna…

dopóki się nie zdenerwuje. A jak już się wkurzy, to nie ma żartów.
Powiedziała, że chrzani tę zimę i niech śnieg zasypie całe to zas…yyy… ypane podwórko!

i trzasnąwszy drzwiami, poszła pić gorące kakao i oglądać szósty odcinek drugiej serii przygód detektyw Kate Beckett i Ricka Castle’a…
– No i dobrze, że sobie poszła! – ucieszyła się Bianka – Będziemy mogły nacierać się śnieżkami i lizać sople!!!

– Nażremy się śniegu po uszy!!! – Orka aż klasnęła w łapki.
hell yeah, girls! but remember…

Dreamed I was an Eskimo
my mama cried Nanook, a-no-no
Nanook, a-no-no
and she said, with a tear in her eye:
watch out where the huskies go
and don’t you eat that yellow snow!
Nie wiem, czy się nażarły żółtego czy nie…

ale sama osobiście przyłapałam Orkę jak lizała śnieżną kulę.
i poczęstowała nią także Biankę…

w dowód wdzięczności Bianka poczęstowała ją soplem. bo miała dwa. jeden włożyła sobie do nosa, żeby sprawdzić,
jak szybko się roztopi, ale bez obaw – Orce dała ten drugi.
Kiedy Mały Kasztan nażarł się śniegu po uszy – dokładnie tak jak zapowiadał…

postanowił pożytecznie wykorzystać resztę śnieżek…
i PAAAAC!!! Bianka zaliczyła strzał centralnie w dziób…

i padła ogłuszona. tymczasem Orka w ramach wyścigu zbrojeń szykowała kolejne porcje amunicji
BĘC! Orka poprawiła pierwszy strzał…

Bianka przestała się ruszać… Przerażonemu Kasztanowi zaczął płaczliwie drgać podbródek, ale zanim zdążyła się rozpłakać…
Bianka zerwała się na równe nogi i rycząc niczym Yeti rozpoczęła zmasowany atak śnieżny:

Orka nie nadążała z ładowaniem swojej ręcznej armatki śnieżnej
i już po chwili…

została przysypana potężną pryzmą mokrego śniegu.
było go tak dużo, że Orka nie miała siły go odgarnąć.

postanowiła go zjeść, ale i temu nie była w stanie sprostać.
No co się dziwicie, przecież uprzedzałam, że Mały Kasztan ma czasem dziwne pomysły.

Kolejny był jeszcze dziwniejszy. Otóż postanowiła, że przykryje się nim jak puchową kołderką i poczeka do wiosny.
ale na szczęście szybko wybiła to sobie ze swojej dyniowatej łepetynki, bo oto czekało ją kolejne wyzwanie!

chwycić Biankę za nogę i jednym szybkim ciosem karate sprowokować ją do przymusowego wykonania salta mortale w tył.
i prawie jej się to udało!

Bianka wywinęła popisowego orła, ale nasz kasztanowy karateka także zaliczył widowiskowego fikołka
a turlając się i turlając…

utoczyła całkiem piękny zaczątek bałwana! :)
a pierwsza do bałwana jest zawsze Bianka!

– Oddawaj! To mój bałwan! – zaatakowała Orkę.
– Żryj śnieg, rude wredne! – zaprotestowała Orka, stając w pozie zdobywcy.

próba sił trwała jeszcze jakąś chwilę…
podczas której toczona – raz w jedną, raz w drugą stronę – kula stała się naprawdę poważnym bałwanem. a raczej brzuchem bałwana.

Orka broniła bałwaniego brzucha jak niepodległości!
a Bianka – teraz sama w pozie zdobywcy – usiłowała zdominować Orkę

natomiast Orka zjednoczyła się z bałwanem i jako jedna masa udawali opasłego sumitę, który ani myśli ruszyć się z maty
do podniesienia śnieżnego grubasa Bianka użyła sprytnej dźwigni i siła namówiła na współpracę.

Orka zgodziła się niechętnie, zastrzegając przy tym, że i tak jest kierownikiem budowy bałwana
no bo porządek musi być! trzeba mieć jasność, kto rządzi!

na barki śnieżnego grubasa Orka wsadziła mniejszego mroźnego spaślaka…
i trzeciego, który wystąpił w zaszczytnej roli bałwaniej głowy…

ukoronowanej pięknie wypolerowanym i nie-przypalającym-garnkiem Janinki
Bałwan prezentował się nader okazale! powiem więcej – wyglądał OOOOSOOOOM!!!

– Będzie miał na imię… ee… yy… Mszczuj!!! – zadecydowała Orka.
a potem wszyscy razem

zapozowali mi do tego rodzinnego zdjęcia.
a śnieg padał, padał i padał…
* *
*
*
* *
* *
* *
* *
*


Dodaj komentarz