otóż no właśnie, niekoniecznie. mogło być – jak mawiała moja matematyczka – „zupełnie troszeczkę inaczej”.
i może być nadal. david was small, but… oh my!
w czasach wczesnego liceum, gdy byłam jeszcze cichą wodą, lubiłam sobie powtarzać za Dostojewskim,
że ukryte poczucie potęgi bywa nieskończenie rozkoszniejsze niż jawna władza. ale – na boga! – tyle lat minęło,
a ja nadal pod miotłą – jak spocona mysz – wyzieram na świat przez małą dziurkę wygryzioną w pokutnym worku,
wszystko zaś rozgrywa się li tylko w mojej głowie, nigdzie indziej, bo przecież – lubię sobie myśleć,
że miejsca by nie starczyło na ten ogrom działań, aktywności, osobowości i reszty przyległości.
tymczasem moje paranoiczne, mokre i niezdrowe sny o potędze za dnia rozbijają się – że tak powiem – o kant dupy.
cały czas podświadomie czuję, że okażę się małym deszczem z dużej chmury.
kapuśniaczkiem.



Dodaj komentarz