
idylliczny poranek z towarzyszeniem świergotu ptaków… i nagle zgrzyt: kurva, znów zaspałam do robo… tymczasem do mojej poduszki zbliża się ta oto ukochana morda: i oczami komunikuje co następuje: – siku, kupa, spacerek, daj żreć, kocham cię, daj buziaczka, weź mnie da rączki, baw się, jeśli mnie kochasz, to…

tytułem wstępu – podlutki kurwunia obrazeczek podesłany przez moją pracową przyjaciółeczkę biureczkową Magdusię. ale cóż począć – sama prawda. jest naprawdę grubo. a tymczasem Zazie we własnej osobie z osobistym Miszurem na ramieniu: …

po raz kolejny przystępuję do cytrynowego detoksu. ostatnia próba spaliła na panewce zaledwie po połowie dnia. niestety okazuje się, że decyzja o podejściu do master cleanse musi być naprawdę przemyślana – inaczej będziemy po prostu cierpieć, patrząc jak reszta świata wpiernicza szarlotkę z lodami i tartę ze szpinakiem. oczywiście reszta…

mimo niewątpliwie południowego wyglądu i rodowodu tatarsko-krymskiego z natury jestem typem północnym i w upale po prostu zdycham. przestaję funkcjonować, myśleć i chcieć. cierpię, goreję i słabnę. wczoraj oprzytomniałam dopiero o 17.00, wcześniej złożwszy członki w cieniu sypialni, procesy…

nie mam przed światem tajemnic. nie skrywam już mrocznych sekretów. some people say that i’m too open. może i tak. ale co z tego. siedząc przy stole, jedząc bób, ziemniaki z jogurtem, potrafię powiedzieć prawie wszystko. wszystko, od czego więdną uszy i szeroko otwierają się oczy. wszystko, czego doświadczyłam. a…

jadąc autobusem, czekając, stojąc w kolejce, pisząc tekst, mówiąc coś do kogoś, słuchając, idąc z słuchawkami na uszach, jedząc zachłannie, rozmyślając – mam poczucie, że każdych z tych dni jest zupełnie przypadkowy i wrzucono mnie weń przez pomyłkę, a ja nie zdążyłam nawet zawiązać butów. męczę ten dzień, pokonując przeszkody,…

starzeję się. nie tylko w lustrze. w życiu także. moja twarz coraz gorzej znosi codzienność, uporczywe deficyty snu, witamin i reszty dobrodziejstw, o których nigdy nie pamiętam na tyle, by stały się dla mnie ważne. tylko patrzeć, aż zaorają mnie pierwsze zmarszczki. jedyne, czego sobie nie żałuję, to kawa. jedyne,…

w firmie zapadła głucha cisza. przemykamy pod ścianami, zerkając na siebie spode łbów. pytająco – kto następny? ty czy ja? a może nas ominie. a może my nie. może podarują nam jeszcze miesiąc? nic darowane. wszystko pożyczone. kredyt na 30 lat z ratą, która stawia nas pod ścianą tego pięknego…

kryzys w branży. przestajemy liczyć na szefów, korporacje i budżety z działu marketingu. zaczynami liczyć na siebie. ochoczo. nawet w weekend. do usług! pierwsze dni lipca. żar leje sie z nieba. wentylatory pracują na pełnych obrotach, tak samo jak wiatraki naszych komputerów, rysiki tabletów, nasze klawiatury i dłonie. my…

strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu a za zaoszczędzoną na Blytheconie kasę urządziłysmy sobie weekendowy festiwal weterynaryjny i wydałyśmy – lekko licząc – jakieś sześć stów na antybiotyki, kroplówki i inne medykamenty… gdyż: Kumuś jakiś czas temu po raz pierwszy zasygnalizowała problemy urologiczne. jak rozpoznać…
ZAZIE
Blog Zazie jest jednym z najstarszych i najdłużej prowadzonych blogów w polskim internecie. Założony w 2002 roku na platformie blog.pl, w 2010 przeniesiony na wordpressa i domenę dev.zazie.com.pl.
© 2002 – 2026 · Olga Zazie Gromek