oprócz tego dopadło i mnie.
jestem chora, zasmarkana i lekko rozgorączkowana.
jakkolwiek cieszę się pierwszym śniegiem, mam poważne wątpliwości co do jego trwałości.
i jak zwykle Boże Narodzenie spędzimy w deszczu, szarówce i pełnoobjawowej depresji pogodowej.
tymczasem cieszmy się, tarzajmy i nacierajmy śniegiem… whatever. byle do wiosny.
a tak na serio to lubię zimę.
za to, że można się w niej schować i ukryć.
mieć wolne od dobrego humoru, aktywności, kreatywności, dynamiczności i reszty pożądanych cnót współczesności.

Orka lubi zimę. to jej debiut na śniegu: Witam państwa, jest biało! jest ekstra!

zazdroszczę jej tego entuzjazmu, choć nie ukrywam, że i mnie śnieg zadowala. delikatnie, ale zawsze.

– Bo ty się nie umiesz cieszyć! Masz głowę pełną strachów i niejasności! A śnieg jest biały!

Orka ma rację, przecież wszystko jest jasne. teraz wystarczy tylko wziąć się do roboty.

Mały Kasztan łopatologicznie wykłada mi swoją filozofię życiową…

i każde sobie zrobić zdjęcie przy grobie kota Rudolfa w ogrodzie moich Rodziców

Orka – w przeciwieństwie do mnie – ma do świata stosunek świeży, rześki i krzepki.

no bo w końcu po coś się żyje!

i nawet jak człowiek przemarznie, przemoczy się, zlodowacieje i skicha, to i tak jest dobrze. bo jak ma być inaczej? ;)


Dodaj komentarz