jesteście tu codziennie. przychodzicie, zaglądacie, co u mnie. a ja milczę. przepraszam.
czasem muszę od bloga najnormalniej w świecie odpocząć. tak z tydzień.
no i mniej więcej tydzień już minął. czas wrócić i nadrobić zaległości,
wstawiając hurtem tuzin notek i gros zdjęć.
co nie znaczy wcale, że czuję się lepiej.
dzisiaj jest dzień w kolorze brudnej szmaty, czas o konsystencji przypalonego budyniu.
czy jest jakiś konkretny zwój nerwowy odpowiadający za odczuwanie smutku?
chciałabym go chirurgicznie przeciąć, odłączyć, zablokować.


Dodaj komentarz