no dobra, koniec lansu, dziękuję wszystkim za miłe słowa –
czas na powrót do rzeczywistości. dziś jestem bez makijażu, włosy mi się elektryzują,
siedzę w tiszercie i czerwonych gaciach od piżamy w świąteczne bałwanki,
za oknem szarówka, przymrozek i koniec świata za 9 dni.
mnie akurat czeka seria przelewów wychodzących zamiast przychodzących
oraz brazylion tekstów do napisania
wstałam o szóstej porannej
i rozpoczęłam dzień w iście królewskim stylu.
następnie obrobiłam moją mopsią trzodę chlewną
i oto siedzę, gotowa na konfrontację z własną niemocą twórczą.
acha, byłabym zapomniała:
co będziecie robić o godzinie 12:12?
ja już wiem, że w tym czasie nie będzie prądu w naszej kamienicy,
więc niestety nie będę mogła przeżywać zbiorowej histerii i ekstazy na fejsbuniu,
czego już teraz bardzo żałuję…




Dodaj komentarz