w ramach prezentu miśkołajkowego zakupiłam sobie czarodziejski Zestaw Brokatowy „Śnieżynka”:
znając mnie, można by podejrzewać, iż mam zamiar co najmniej
obsypać się nim od stóp do głowy i świecić dziarsko w ciemności.
ale – nie! o nie! nie tym razem.
moje magiczne gwiazdeczki przeznaczone są dla kogoś wyjątkowego,
kto lada chwila opuści moje lalkowe laboratorium…
she’s just a cosmic girl from another galaxy …
zaś z przeciwległego krańca kosmosu zupełnie niespodziewanie nadciągnęło do mnie złoto
w postaci gratisowego lakieru do paznokci w jakże wysublimowanym stylu „crackle”.
lekko skonfundowana zastanawiałam się, cóż mam nim pomalować…
może kawałek laptopa? żarówkę od lampy? kubek? powieki lalki? …
o paznokciach pomyślałam na końcu.
tymczasem – po wczorajszej post-solarnej euforii – dzisiaj zaliczam kolejny zjazd w stylu dowolnym.
tym razem z przyczyn czysto fizycznych. no cóż, zdarza się. cyklicznie.
próbowałam to z siebie wytańczyć, ale ilekroć moje kończyny wykonywały widowiskowe,
acz nieudolne pas de ciseaux do „babopbyeya” janelle monae – Kumok mierzyła mnie spode łba
tak pogardliwie miażdżącym spojrzeniem, że od samego jej wzroku więdły mi nóżki.
ten dzień zdecydowanie nie należy do mnie.
Like a lonely matador at night
Fighting in the darkness for the light
I won’t stop until I hear the call of love…
This life of strife and sorrow
My freedom calls and I must go!



Dodaj komentarz