no więc – gdzie jestem, kiedy mnie tu nie ma? ano w Walii. nasiąkam sobie dżdżem, mżawką i wiatrem.
podziwiam sześciotygodniową najśliczniejszą Dzidzię świata, pstrykam zdjęcia, łażę po błocie i kamieniach,
pochłaniam wagony fish&chips z sosem vinegar oraz cheese&chips z sosem gravy. a jak wrócę zacznę się odchudzać.
reszta po powrocie, bo nie mam czasu ;)


Dodaj komentarz