wstałam o 7.00 po 6 godzinach snu. bez koszmarów. nie jest źle.
krzywiąc się niemiłosiernie, zjadłam owsiankę i usiadłam do pracy.
jest mi znośnie, więc muszę to wykorzystać i wyrobić jak najwięcej dziennego limitu roboty.
po południu jedziemy do lublina na konsultację. jeszcze wczoraj nie chciałam, ale dostałam w łeb i jednak chcę.
chcę chcieć.
i nie chcę się bać. że zginiemy w drodze.


Dodaj komentarz