nie obchodzę Halloween. nie mam dystansu do krwi, zombie, szkieletów i śmierci.
z tego całego okołolistopadowego nekrofestiwalu wybieram dynię uśmiechnięta jak słońce.

dyńkowy totem zawisł nad barem Posłańca Uczuć. ponad dyniowym ciastem i galaretką z pigwy.

udało mi się wyjść z domu. tylko dlatego, że do Posłańca. inaczej zostałabym w norze za szafą.

tu mi ciepło, dobrze i bezpiecznie. przez chwilę.

robimy dyni trepanację czaszki i wyciągamy mózg.

zostaje tylko światło.

i nowa dyńkowa fizys.

uśmiech zębiczny.

zielona herbata udająca rozżarzone węgle

właściwie to nie mam Wam nic do napisania.

piję wino, choć wiem, że przez nie będę jeszcze bardziej smutna.

jest wesoło. próbuję się śmiać.

przymierzam nawet uszy trolla, licząc po cichu, że magicznie zniknę.

dynia jest dla Aśki. ale pewnie nie będę miała odwagi wziąć jej na sobotni pogrzeb.


Dodaj komentarz