dzbanek kawy, dzbanek herbaty i jedziemy z robotą.
plan na dzisiaj: lista dialogowa dziesięciu odcinków dobranocki.
skończę pewnie głęboką nocą.
na szczęście bajucha jest śmiechowa, więc rechoczę radośnie nad klawiaturą.
chyba w końcu dojrzałam do tego, że praca jest naprawdę ważna –
posiada cudowną moc trzymania mnie w pionie.
wczoraj niestety straciłam ów pion na kilka dłuższych chwil.
wiadomość o śmierci Ani Laszuk wbiła mnie w fotel i pozbawiła tchu. i wciąż nie mogę się pozbierać.
zawsze widziałam w niej “królową życia” – czerpiącą z niego pełnymi garściami,
czułą na jego uroki i przyjemności, pełną entuzjazmu, zaangażowania i uśmiechu.
pamiętam pewien zimowy wieczór sprzed kilku lat –
kameralna impreza w jej mieszkaniu, czerwone wino, Anka grająca na pianinie
i manifowe dziewczyny wyśpiewujące na całe gardło piosenki na melodie rozmaite.
sąsiedzi w końcu stracili cierpliwość, a do drzwi zapukali dyskretnie stróże porządku publicznego.
Ania poszła im otworzyć. rozmowa była przemiła. taka o życiu i sprawach społecznych.
o górnikach, o równych prawach, o kobietach, o żłobkach i bezrobociu.
cisza nocna przestała już mieć znaczenie, zaś trzymana przez Anię – tak na wszelki wypadek –
lista społecznego poparcia dla jednej z manifowych inicjatyw
powiększyła się o dwa zamaszyste podpisy panów dzielnicowych.
bo taką miała w sobie siłę i moc angażowania zwykłych ludzi w ważne sprawy.
nie mogę pojąć, czemu odchodzą właśnie takie dziewczyny.


Dodaj komentarz