porzygawszy się mentalnie po raz kolejny, postanowiłam dać sobie spokój.
jak mówią starzy górale: z gówna bata nie ukręcisz, a ze żmii człowieka nie zrobisz.
cyrkowe żonglowanie ku uciesze tłumów wiotkim jak trzcina i na wpół śpiącym ciałem –
jest najohydniejszą, najokrutniejszą, najprymitywniejszą i najbardziej odrażającą rzeczą,
jaką w życiu widziałam. jestem wstrząśnięta, zmieszana i wyrzygana po wielokroć.
prowincjonalna lady makbet w popłochu szoruje teraz ręce, pokojówki w panice zacierają ślady w komnatach,
nerwowo poprawiają fryzury i przypudrowują nosy. porządek musi być. i jest: lud wiwatuje chorągiewkami.
ale nic nie zmaże tej ohydy.
nic.
miłego dnia wszystkim.


