albo dopadło mnie jesienne przesilenie, albo naprawdę przesadziłam z robotą.
od tygodnia dzień w dzień siedzę po nocach, śpię po 4 godziny na dobę, weekendów ostatnio nie miewam.
chyba się nieco zmęczyłam.
odpocznę dopiero koło czwartku. albo i nie odpocznę, tylko wezmę kolejne zlecenia.
znacie coś dobrego na wzmocnienie? przybór energii i sił witalnych?
może jakieś witaminy? zioła? okłady z kociej kupy?
acha i koniecznie jakieś krople na bolące i zmęczone oczy…
poszłabym potańczyć, ale boję się, że
się przewrócę i zasnę.
kawa już na mnie nie działa, więc słucham głośno tego:
oprócz tego coraz bardziej pozbywam się złudzeń, że naprawdę potrafię być zen.
owszem, jestem spokojna, często milcząca, bo wycofana, schowana i wsobna.
ale jest we mnie organiczny niepokój i szamotanina, wściekłość i wrzask, wojna i rozróba .
Run on for your life or you can dance, you can die
She’s praying in the sand like she’s the last samurai
It’s a stick up stick up and a pick up pick up
Telling lies and telling lies will put your face on fire
Run and tell your friends to never dream, never win
From here to Sudan, Metropolis to Iraq
It’s a minute to the dawn and yet the sun ain’t back
It’s still a war in all the stress and yes freaks will dance or die



Dodaj komentarz