po raz kolejny uświadamiam sobie, że w obliczu śmierci jestem jak małe dziecko,
któremu nikt nigdy nie wytłumaczył, że ludzie naturalnie odchodzą.
moja niezgoda, bunt, rozpacz i niedowierzanie zatrzymały mnie na poziomie kilkuletniej Oli,
której ukochany Dziadek – w kwiecie wieku i apogeum największej sztamy z wnuczką –
pewnego dnia po prostu znika. rozpływa się w nicości. gaśnie w rozległym zawale serca.
chwilę później Babcia. równie nagle i niespodziewanie. potem inni. nawet moi rówieśnicy.
utonięcie. zatrucie czadem. zabójstwo. wypadek samochodowy.
śmierć jako gwałtowne zniknięcie w czasie i przestrzeni. mój paniczny lęk.
przed śmiercią. przed pustką. przed chorobami. i rakiem. najbardziej rakiem.
lęk, który paraliżuje życie.
tymczasem Aśka żyje. najpiękniej, jak się da.
póki się da.
Joanna Sałyga: „Żeby Janek kochał życie” (Wysokie Obcasy z 29.09.2012)
„Bardzo staram się mu pokazać, jak fajna jest codzienność. Razem rozwieszamy pranie,
Janek najpierw otwiera pralkę, nurkuje głową do środka, z mozołem podaje mi mokre ubrania, podciągamy sznurki.
Razem zamiatamy, oglądamy, jakie śmieci nazbierały się na podłodze.
Zawsze gdzieś znajdziemy pająka, którego zabiła kocica, przyniosła nam w prezencie i ułożyła na brzegu dywanu.
Oglądamy chmury, podlewamy kwiaty, patrzymy, jak wypuszczają pączki.
Tak bardzo chciałabym, żeby Janek kochał życie…
Tak samo, jak ja je kocham… „



Dodaj komentarz